Reklama

Zawsze interesowało go trafianie, a nie strzelanie. Nie sposób wymienić jego osiągnięcia z ostatnich Mistrzostw Polski F-Class. Szczególnie imponujące jest to, co wyprawia ten Gość na dystansie 1 000 Y ze swoim SEMI-AUTO. 

 

1) Imię i Nazwisko oraz klub lub team?

Błażej Domański team RWS Cetus klub Legia Warszawa.

fot. Błażej Domański

2.Kiedy zaczęła się Twoja przygoda ze strzelectwem?

Przygoda ze strzelaniem zaczęła się w dzieciństwie od zbijania sobie karabinów z kijków do podtrzymywania pomidorów. Strzelać chciałem od zawsze. Konstrukcją broni interesowałem się od zawsze. Jako dzieciak czytałem Typy Broni i Uzbrojenia i sklejałem modele samolotów wojskowych. W szkole średniej miałem celującą z PO. Nasz profesor zabrał nas do zmechu na mistrzostwa województwa szkół średnich w strzelaniu i na pożyczonym od kolegów z Jelcza KK150, z którego strzelałem pierwszy raz w życiu wywalczyliśmy z kolegą dla naszego XIV LO we Wrocławiu wicemistrzostwo województwa. Niestety były to czasy, w których, aby przyjąć się do klubu sportowego i trenować strzelanie trzeba było mieć ogromne znajomości. Ja ich nie miałem i wybrałem wtedy żeglarstwo i regaty, które zdominowały moje życie sportowe w okresie studenckim. Przez wiele lat byłem smutny i przekonany, że broni w tym kraju cywil posiadać nie może… na szczęście w 2011 roku poluzowano przepisy. Dowiedziałem się o tym około 2012 i w 2013 zapisałem się na wtedy jeszcze ministerialny kurs instruktorski. Zawsze interesowało mnie trafianie, a nie strzelanie i stwierdziłem, że jeśli poznam metodykę treningu łatwiej będzie mi się nauczyć samemu strzelać. Poznałem tam Panią Olę Rolińską rekordzistkę świata i doskonałą trenerkę, która pozwoliła mi trenować z wiatrówki po godzinach kursu razem z młodzieżą i zaproponowała, że powinienem zapisać się do klubu Legia i trenować w grupie powszechnej.
Potem już poszło…

3. Jakiego używasz sprzętu? Broń, amunicja i dlaczego właśnie tego?  

Temat rzeka. Mam specyficzny charakter. Podobnie jak w moim zawodzie jakim jest nagrywanie, miksowanie masterowanie i produkcja muzyki nie uznaje kompromisów. Jako twór albo potwór matematyczno-fizyczno-politechniczny muszę wszystko sprawdzić, przemierzyć, zbadać doświadczalnie wpływ danego elementu na celność broni – jeżeli da się coś zrobić lepiej albo poprawić to nie spocznę, dopóki tego nie zrobię. Oprócz dalekiego dystansu trenuję ciągle karabin dowolny leżąc – boczny zapłon, kurta, pas, otwarte przyrządy – to „królewska” jedna z najstarszych dyscyplin ISSF wymagająca dużego zaangażowania treningowego, ćwiczę nie tylko na strzelnicy, ale przede wszystkim na sucho na systemie komputerowym Scatt. To urządzenie pokazuje wszystkie błędy, jeśli chodzi o postawę, oddech, prace na języku spustowym, błędy wzrokowe… jest bezwzględne. Aby osiągnąć jakikolwiek poziom konieczny jest trening kilka razy w tygodniu.

Strzelam wyłącznie klasę semi auto. Strzelanie z openowych restów ma dla mnie osobiście niezbyt wiele wspólnego ze sportem, który lubię – bardziej z artylerią, gdyż wpływ strzela jest ograniczony do minimum. Klasa magnum odpada ze względu na mój słuch potrzebny do pracy i zdrowie. Semi auto jest moim zdaniem najtrudniejsze technicznie. Drobny błąd w postawie albo napięciu mięśni, który w repetierze spowoduje wyskoczenie z bulla lub maksymalnie odskok na 9 w semi auto da odskok na pole 7 albo i gorzej. Karabin ze względu na pracę mechanizmu ruchomego skacze na podłożu i wymaga specyficznej i dość trudnej techniki pracy na bipodzie. Wielu naprawdę dobrych zawodników z Open i Standard kupowało semi i po sezonie lub dwóch braku sukcesów odkładali karabin do szafy. Mówiąc grzecznie bardzo ich denerwowała nieprzewidywalność platformy. Aby w semi odnosić sukcesy trzeba te kapryśne karabiny kochać wybaczać im niedoskonałości i znacznie więcej trenować niż w przypadku repetierów.
W klasie open strzelam karabinem Lancer L30. To obecnie wyczynowy standard. Na pudle większości zawodów praktycznie zawsze znajdzie się jeden dwa lub nawet trzy. Zaletą tego karabinu jest doskonała wyczynowa 24 cale lufa Bartlein, bardzo solidny Upper i Lower, fabrycznie montowany spust Geiselle NM, który uważam za najlepszy na świecie do platformy AR, Karabin ma świetny hamulec wylotowy i regulowany blok gazowy. Moim zdaniem z seryjnie produkowanych karabinów jest to obecnie najlepsza propozycja. Są jeszcze świetne JP, AR Precision, HK i Customy robione przez rusznikarzy a, z trochę tańszych Savage i Stag. Każdy z nich ma swoje zalety i wady ale to temat na oddzielny artykuł. Oczywiście nie byłbym sobą abym nie customizował karabinu. Wymieniłem w nim kolbę na Magpul PRS gen 3. Magpul jest sztywniejszy i lepiej pracuje na worku. Oryginalna KFS pomimo niespotykanych możliwości min cantingu stopki okazała się niezbyt udana do i nie jest już montowana w nowych seriach tego karabinu. Dodatkowo, ze względu, że karabin był projektowany do PRS ma on lekkie węglowe łoże. Tam sprawdza się to świetnie, to idealny kompromis między sztywnością a masą. Stricte do precyzji wymagany jest po prostu kawał sztywnego kloca i co za tym idzie usztywniam je ciężką szyną picantiny dorobioną przez Karola Janczewskiego. Jako bufor zastosowałem też JP Silent Capture Spring. Montuje to standardowo w każdym AR. Doskonale pracuje z regulowanym blokiem gazowym, karabinem niej wierzga przy strzale, a łuski i wprowadzane do lufy naboje są mniej zniszczone niż przy standardowych sprężynach i buforach. W obydwu AR mam zainstalowane chwyty ERGO GRIP z półką. Ze względu na moje dość krótkie palce montuje chwyty bez beavertaila. Chwyty ergonomiczne z półką idealnie pozwalają ułożyć rękę w naturalnej pozycji anatomicznej tak jak robi się to w sporcie wyczynowym.
Za finezje rusznikarską moich modyfikacji odpowiada od lat Łukasz Ciesielski i Arek Barszczewski z TOP GUN. Co bym im nie zlecił zrobią to perfekcyjnie, albo nawet lepiej niż sam wymyśle.
W zeszłym roku przeprowadziłem dość obszerne testy bipodów pod względem ich wpływu na celność. Po przetestowaniu praktycznie wszystkiego co jest na rynku i ocenie statystycznej wyników wybrałem bipody firmy Atlas. Są one idealne do mojej techniki strzeleckiej polegającej na lekkim napieraniu na bipod.
Jeśli chodzi o lunetę postawiłem na Polską Deltę. Te lunety mają zdecydowanie najlepszy stosunek jakości do ceny na świecie. Na Lancerze mam Stryker HD 5-50 ze skokiem 0.05 milsa na wieżach. Montaż i poziomice to standardowo Spuhr. Jeśli chodzi o maty i poduszki strzeleckie to customowe wg moich wytycznych szyją mi od Lat Państwo Nowiccy z „Ubranie na strzelanie”

fot. Błażej Domański, tarcza 1000 Y

W klasie Standard strzelam w kalibrze .223 karabinem Stag Varminter, a w zasadzie tym co z niego zostało. Od tego zaczynałem. Karabin sprzedał mi mój dobry kolega Paweł Szymański – świetny strzelec w karabinowego IPSC. Kurzył mu się w szafie, a dla mnie był zbawieniem. W owym czasie ze względu na ogromne problemy ze zdrowiem nie wiedziałem, czy dane mi będzie jeszcze strzelać a .223 kopie mało. Dodatkowo czynnik finansowy – ammo .223 jest tanie, co pozwalało na częsty i intensywny trening. Ten karabin pozwolił zacząć przygodę z dalekim dystansem i był świetną bazą do dalszych modyfikacji. Powolutku zbierałem sobie kasę i inwestowałem w niego. W końcu Leszek Kamiński z Best Hunters złożył go do kupy i teraz jest w nim: spust Geiselle NM DMR, Łoże JP, blok regulowany JP, JP Silent Capture spring, Kolba Magpul PRS gen 3. Czyli to taki Stag JP. Do tego luneta Bushnell DMR 3.5 -21 z krzyżem G2, kiedyś mam nadzieje zamienić ją na drugiego Strykera HD tym razem w pierwszym planie.
Jestem zwolennikiem nie dawania sobie wymówek. Uważam, że platforma strzelecka powinna być tak celna jak tylko to jest możliwe, abym wiedział, że popełnione błędy są jedynie błędami strzelca. To przyspiesza rozwój. Co za tym idzie musiałem zacząć robić amunicje. Jak lata fabryczna wszyscy wiemy… raz lata raz nie lata, a odskoki zdarzają się nagminnie.
Znów w ruch poszedł excel, statystyka i badania empiryczne. Zrobienie dobrego ammo do semi auto jest ogromnie trudne i to do tego stopnia, że wielu zawodników świetnie elaborujacych do bolta z semi strzela na fabryce. Zaczynałem od zera. Wielu doświadczonych kolegów mi pomogło i po wystrzelaniu ponad 600 szt w ramach badań statystycznych powoli zaczynam rozumieć jak zrobić precyzyjne ammo do 6.5 Creedmoor. Od niedawna robię też .223 ale tam widzę, że choć jest znacznie lepiej niż na fabryce czeka mnie jeszcze bardzo dużo pracy. Nienawidzę elaborować, ale widzę w tym sens.

4) Który start na zawodach zapadł Ci najbardziej w pamięci i dlaczego?


Mój pierwszy występ w Mistrzostwach Polski F-class w 2019 roku. Startowałem Stagiem .223 z seryjną amunicją. Bardzo dużo trenowałem – zresztą to zostało mi do dziś, ale wiedziałem, że nie mam żadnych szans ze względu na balistykę .223. Złośliwi pytali czy to aby doleci na 800m. Klasę dominowały karabiny 6.5 creed, bo wtedy nie było jeszcze podziału na Semi Auto i Semi Auto Open. Miałem ogromne szczęście, bo w ten dzień nic nie wiało. Decydowały więc czysto techniczne umiejętności strzelania, a nie przewaga balistyczna kalibru. Zdobyłem tytuł Vice Mistrza Polski. Długo to do mnie nie docierało myślałem, że koledzy nabijają się ze mnie prawdę mówiąc. Myślę, że sukces ten utorował mi drogę do teamu RWS Cetus – jestem ogromnie szczęśliwy, że spotkało mnie wyróżnienie strzelania w barwach RWS Cetus. W teamie tym przede mną strzelali moi idole i absolutnie znakomici zawodnicy.

5) Co najbardziej przyciąga Cię do strzelectwa, a czego nie lubisz w strzelectwie?


Do dalekiego dystansu najbardziej przyciąga mnie to, że jest to połączenie strzelania czysto sportowego, uczącego panowania nad organizmem, opanowania stresu, precyzji itd., z matematyką i fizyką, która od zawsze była moją pasją i umiejętnością czytania przyrody. Lata żeglowania i startów w regatach bardzo tutaj się przydały. Jeśli chodzi o rozwój to piękne jest to, że nie ma granicy. Doświadczenie jest bezcenne.
Najbardziej nie lubię kojarzenia strzelectwa, które jest fantastyczną dyscypliną sportową hartującą i kształtującą wiele pozytywnych i pożądanych społecznie cech charakteru z mordowaniem, wojną, terroryzmem i oszołomstwem przez ogromną rzeszę społeczeństwa wychowaną na bardzo niebezpieczniej i nie mającej żadnego potwierdzenia w faktach antybroniowej propagandzie.

6) Kto jest Twoim autorytetem lub idolem w strzelectwie i dlaczego?

Autorytetów i idoli mam sporo. Generalnie podziwiam i szanuje ogromnie czołówkę Polskich zawodników. To sport, gdzie często wzajemnie pracujemy na swój rozwój i podpowiadamy sobie. Poziom jest obecnie bardzo wyśrubowany i z pierwszej dziesiątki zawodników wygrać może każdy. Tu nie ma już przypadku jak kiedyś. Są oczywiście czarne owce, ale generalnie koleżeństwo i fair play jest na bardzo wysokim poziomie.
Moimi absolutnymi idolami i Guru są dwie osoby bezpośrednio odpowiedzialne za moje wyniki sportowe.
Piotr Szuszczyński. Kiedy po zrobieniu pozwolenia udałem się na strzelnice Legii w Rembertowie poćwiczyć jako kompletny neofita moją uwagę przykuł strzelec, który trenował strzelanie z postawy leżącej w kurtce. Po strzelaniu przyniósł tarcze i zobaczyłem kosmiczne dla mnie wtedy wyniki… na 60 strzałów może że 3 to było 9 reszta same dychy. Zagadałem, że zazdroszczę i piękny wynik i że kupiłem sobie Karabin sportowy, bo całe życie marzyłem o trenowaniu z karabinu. Piotr odpowiedział krótko. Chcesz strzelać meldujesz się jutro z karabinem, pożyczę Ci kurtkę i pas pokaże Ci co i jak masz robić. Potem dowiedziałem się, od instruktorów, że to wybitny zawodnik, rekordzista Polski i wielokrotny Mistrz Polski a obecnie także trener, którego podopieczni osiągają poważne sukcesy międzynarodowe. Oczywiście przybyłem. Piotr przez wiele lat nauczył mnie i to kompletnie bezinteresownie praktycznie wszystkiego, co potrafię, jeśli chodzi o technikę strzelecką i psychologię startu w zawodach. To mój ogromny Przyjaciel i mentor. To, że mogę razem z nim startować w zawodach KDW traktuje jako ogromny zaszczyt i wyróżnienie. Od tamtej pory sam jak widzę, na strzelnicy początkujących strzelców, którzy bardzo chcą, ale nie bardzo wiedzą jak, zawsze staram się pomoc.
Rafał Walczowski, to chyba najbardziej utytułowana postać Polskiego Long Range. Wielokrotnie na pudle najbardziej prestiżowych zawodów w różnych klasach sprzętowych. Przeczytawszy całą dostępną literaturę, ale niewiele jeszcze wiedząc praktycznie o long range udałem się do niego na kurs podstawowy. Ogromnie mi pomógł i otworzył głowę na wiele aspektów naszego strzelania. Potem, zwłaszcza kiedy byłem pogubiony wielokrotnie bezinteresownie pomagał mi z problemami czytania wiatru i elaboracji, a przecież niby stanowimy „konkurencje” – Rafał jest wybitnym zawodnikiem w również klasie Semi Auto – zwyciężył min. zeszłorocznego Long Shot’a. Jego ogromna wiedza i doświadczenie a także specyficzne poczucie humoru, które potrafi rozładować stres startowy to wartość bezcenna dodana do każdych zawodów, na których jest.

7) Jakie konkurencje lubisz w strzelectwie długodystansowym?

W strzelectwie długodystansowym lubię wszystko oprócz bezsensownego zmniejszania wielości tarcz i gongów na które zapanowała gdzieniegdzie moda. Specjalizuje się w tarczy ale, bardzo chciałbym kiedyś, o ile pozwoli mi zdrowie wystąpić w zawodach w formule Mykita i PRS o ile formuły będą bezwzględnie promować celność, a nie czas wykonania zadania i poza strzelecką sprawność fizyczną zawodników, jak ma to obecnie moim zdaniem miejsce w IPSC.

8 ) Jak często trenujesz?


Na trening, rozwój i zdobycie wiedzy teoretycznej oraz elaboracje obecnie poświęcam 100% swojego wolnego czasu ucierpiała na tym moja inna pasja jaka przez wiele lat była gra na gitarze basowej.

9) Która strzelnica jest Twoją ulubioną i dlaczego?

Nie mam ulubionej – wszystko zależy do czego.

10) Jeśli nie trenowałbyś strzelectwa to… ?

Jeśli nie trenował bym strzelectwa to byłbym niezwykle smutny nie mogąc zrealizować marzeń z dzieciństwa.

2 KOMENTARZE

  1. Absolutnie nie zamierzam krytykować formuły zawodów w których bardzo chciałbym wystąpić. Robicie świetną robotę. Po prostu do myślenia dają sytuacje, w których zawodnicy zastanawiają się czy nie strzelać dwa razy szybko w kierunku celu nawet nie próbując go trafić tak aby stracić jak najmniej czasu i zaczyna sie kombinatoryka typowa dla IPSC

  2. Małe sprostowanie. Na zawodach MYKITA promowana jest celność względem szybkości strzelania. Limit czasowy jest na wykonanie zadania strzeleckiego. Kto szybciej trafi wygrywa, jak w życiu 🙂 W końcu to zawody i zawodnicy się ścigają, kto szybciej ostrzela cele na danym torze a nie domki kretów na przedpolu 😉