Reklama

 

Kiedy pakowałem się na wyjazd na Eurocup nagle dzwoni telefon, patrzę na ekran a tu wyświetla się numer Darka Topyły. Halo Stachu! Wiem, że jedziesz do Drawska a ja mam inne zajęcia w tym czasie, to może byś zrobił relację z Eurocup.

W sekundę podejmuję decyzję, a ponieważ kiedyś byłem dziennikarzem sportowym to postanowiłem spróbować się w nowej dziedzinie sportu jakim jest strzelectwo długodystansowe. Pakując cały swój „szpej” cały czas myślałem jak taką relację można zrobić żeby była ciekawa a jednocześnie z humorem. Jak oglądaliście nas na Facebooku to wiecie jak wyszło. Ale relacja wideo to nie wszystko dlatego postanowiłem napisać również parę słów na temat tej imprezy.

Tak jak wspomniałem wcześniej po przejechaniu 400 km w świetnym towarzystwie Tomka Badury czas podróży minął błyskawicznie. Całą drogę śledziliśmy pogodę bo prognozy były fatalne. Deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz. Myślimy sobie – „ocho powtórka z Eurocup z roku 2020 czyli leżenie w błocie w strugach chlustającej wody z wiadra prosto na karabin, mokre tarcze, wilgoć wszędzie… No dramat”.

Z każdym kilometrem bliżej Studnicy stwierdzamy fakt że jednak prognozy nie są tak tragiczne i zaczynają się mijać z prawdą. Uff może jednak nie będzie tak źle. Wjeżdżamy na poligon i już z daleka widzimy Rafała Walczowskiego który w pocie czoła razem z ekipą rozkłada infrastrukturę potrzebną do przeprowadzenia zawodów. Jeśli oglądaliście nasze relacje to wiecie jak to wyglądało a jeśli nie to zachęcam do wejścia na nasze nośniki medialne w intrenecie.

Po krótkim wstępie postaram się opisać teraz 3 dni zmagań w tak zwanym telegraficznym skrócie.

Piątek 9 września godzina 8-10 rano.
Wbrew temu co mówiły prognozy brak deszczu, zachmurzenie w 75 % , temperatura około 16, widoczność dobra, wiatr około 2 m/s z godziny pierwszej. Rozpoczynają się treningi, warunki pozwalają dokładnie sprawdzić elewację i wklikać się w środek tarczy. Brak mirażu powoduje widoczność na tyle dobrą że widać przestrzeliny na 800 metrów.
Godzina 1000 1200
Przebija się słońce, zaczyna się miraż, temperatura rośnie do 19 stopni, wiatr cały czas utrzymuje swój kierunek oraz natężenie, super warunki po prostu.
Godzina 1200-1900

Pogoda ma się nijak do prognoz które miały być jednak na radarze widać że ma padać na szczęcie w godzinach nocnych co kompletnie nas wszystkich nie obchodzi. W nocy pada tak jak miało być ale znacznie mniej niż to było zapowiadane.

Sobota rano warunki atmosferyczne są dokładnie takie same jak w dniu treningowym. Po porannej odprawie zaczynają się zawody . Tradycyjnie już na zawodach które organizuje ekipa Rafała na pierwszych zmianach startują Semiauto open i standard, potem sniper, sniper open FTR FTR open , open, magnum i ultra magnum.

I tu jak to zwykle na zawodach po tym jak pierwsze tarcze zaczynają zjeżdżać do biura obliczeń zaczyna się „gdybym dał dwa kliki w lewo i jeden do góry to bym wygrał” .

Uwielbiam słuchać tych dywagacji. Dodatkowo do „gdybym „ dochodzą tradycyjne – zapomniałem bipodu, karabin mi się rozkręcił, lufa się kończy, blok gazowy nie ten, elaboracja mi nie wyszła i milion innych powodów. Kiedyś Jarosław Walczuk zrobił taką planszę z bingo strzeleckim także wszystko w normie.

Około godziny 14 powietrze zaczyna tężeć co oznacza że będzie burza. Patrzę na radar pogodowy i niestety zbliżają się dwie komórki burzowe w naszym kierunku. Godzina 15.00, IX zmiana na osi i zaczyna się. Leje jak cholera ale ma dużego wiatru, zawodnicy leżą na osi, na szczęście organizator zapewnił spore namioty które oszczędzają zawodników ich drogocenny sprzęt.

Mniej szczęścia mają tarczownice z papierowymi tarczami. Pada komenda po 45 minutach oczekiwania strzelamy 300 metrów mimo deszczu… przynajmniej nie było mirażu i można czytać wiatr po kącie padania kropel wody. To była długa zmiana bo trwała 120 minut. Tu mam szacunek do zawodników że poza nielicznymi wyjątkami nikt nie zszedł z osi strzeleckiej. Padają nawet super wyniki w takich warunkach.
Pada cały czas, zaczynają strzelać „magnumy”. Niestety przez dwu godzinne opóźnienie nastaje zmierzch i ostatnie zmiany organizator zawodów przenosi na niedzielny poranek .

Niedziela wita nas dokładną kopią warunków z piątku i soboty jeśli chodzi warunki z jednym drobnym niuansem. Chodzi oczywiście o wiatr który wieje z godziny 8. Zaczyna się niewinnie od 2 m/s żeby około godziny zwiększył swoje natężenie do 4 m/s. W niedzielę oprócz przesuniętych z soboty „magnumów” w planie był najdłuższy dystans który w tym roku wynosił od 1 053 do 1 058 metrów. Jak to bywa na tej długości dystansach są wyniki genialne typu 90 pkt jak i wyniki typu „ Będę miał przynajmniej tarczę do treningu „ lub „ale mnie wywiało „ , „wkręciłem nie te nastawy i moja ulubiona „chyba strzeliłem nie do tej tarczy”…

Godzina 14 , następuje koniec zawodów, ostateczne podliczanie punktacji i ceremonia zwycięzców. Wyniki znajdziecie pod artykułem.

Pogoda wręcz idealna, 22 stopnie, słoneczko i zaczyna się to na co wszyscy czekają chyba bardziej niż na medale… Teletombola czyli losowanie nagród ufundowanych przez sponsorów. Emocje większe niż podczas meczu. Kulminacja następuje kiedy na stole zostają nagrody od Delta Optical oraz lunety NightForce ufundowanej przez Hubertus ProHunting. Nagrody rozdane, medale wzięte, czas wracać do domu. Jeszcze tylko 400 km i zasłużony odpoczynek po 3 dniowym maratonie strzeleckim. Droga mija nam bardzo szybko ponieważ z Tomkiem uwielbiam dywagować na tematy pod tytułem co możemy zrobić jeszcze w naszej elaboracji, technice strzelania, etc. żeby zrobić lepsze wyniki i szczęście było tylko w paru procentach czynnikiem warunkującym sukces.

W ostatnim akapicie chciałem podziękować wszystkim którzy tą imprezę dla nas przygotowali oraz całej braci strzeleckiej która mogłem spotkać na miejscu.

Nieoficjalne Rezultaty:         

Maciej Stasiak

Zapraszamy do komentowania!