Reklama

 

Ogromnymi krokami zbliża się sezon strzelań dalekodystansowych. Koleżanki i koledzy ostrzą dzidy, sypią ten proszek po stołach, smarują bipody, żeby nie skrzypiały, niedźwiedzie zaraz z gawr powyłażą, ptaszki budek lęgowych już pomału szukają a ostatnio w garażu zauważyłem pszczołę …. Treningi czas zacząć 😀 a żeby zacząć je z sensem i efektywnie, to fajnie jest mieć na to jakiś pomysł.

Uwagi moje kieruję do troszkę mniej doświadczonych strzelców, gdyż bardziej doświadczeni mają swoją metodologię, która bardzo często objawia się lataniem po poligonach, strzelnicach jak koty z pęcherzem …. Ale widocznie im to pomaga, bo wyniki mają 🙂

Etap przygotowania

Najpierw trzeba podjąć decyzję gdzie jedziemy na trening. Osobiście mam dostęp (wygodny) do treningów na Zielonce, w Skarżysku i w Nowej Dębie. I tak po kolei, na Zielonce z przesympatyczną Agnieszką ustalamy 4 dystanse (muszą zapewnić tarczownice) od 300 do 1850 (także łatwy wybór to nie jest), w Skarżysku mamy od 300 do 914 (choć główny trening to 300-800 a przestawić możemy się na 914 jak czasu starczy) a na Nowej Dębie dostępne dystanse to od 300 do 1200.

Następnie fajnie jest wiedzieć po co jedziemy. Czy mamy do sprawdzenia nową broń i kompletnie nie wiemy jak strzela, czy mamy nową amunicję i mamy tylko przybliżone opady z jakiegoś kalkulatora balistycznego i chcemy się czegoś więcej dowiedzieć …. a może mamy miks dwóch powyższych przypadków. Powodem odbycia treningu, może być też chęć potwierdzenia, lub sprawdzenia jaki wpływ ma pora roku, pogoda na naszą balistykę lub celność. No i oczywiście najważniejszy powód: „trening czyni mistrza”. Wszystko mamy ogarnięte a chcemy po prostu doskonalić technikę strzelecką w różnych warunkach a jak ktoś już ma doskonałą to rdzę z lufy wyganiać co jakiś czas trzeba 😀

Uważam, że na trening dalekodystansowy należy przyjeżdżać z perfekcyjnie ustawionym zerem i zmierzoną prędkością, najlepiej jest to zrobić dzień przed na jakiejś strzelnicy 100 m bo i warunki podobne i można wklepać w kalkulator pogodę i zmierzoną prędkość. Robienie tego na strzelnicach LR to raczej strata czasu. 

No i jedziemy.

Etap treningu

Napiszę Wam jak ja to robię, żeby robić to spokojnie, po kolei i nie tracić niepotrzebnie czasu, paliwa i nie denerwować kolegów „pieprzeniem się” przy tarczach …. Bo tak, jak my marudzimy to inni czekają i zmian finalnie może być mniej. Założenie jest takie, że mam już ogarnięty karabin (wyzerowany, regulacja kolby ogarnięta, luneta ustawiona prawidłowo), dobraną amunicję (robi mi skupienie na 100m, prędkość zmierzona) i moim celem jest poznanie balistyki na dystansach 300-1000 w danych warunkach pogodowych. Bo w innych warunkach pogodowych będzie latała inaczej, ale to to już na pewno wiecie. Wyciągam z mojego kalkulatora opady na dystansach 300, 600, 800 i 1000, zapisuję w notatniku, mniej więcej wącham wiatr (średnią tendencję) i zapisuję w notatniku przy danych dystansach. Moszczę stanowisko i …. czas start. Tak, bo zmiany na treningach też są na czas, czasu jest dużo ale jak idzie sprawnie to prowadzący przyspiesza.

W pierwszej zmianie strzelam tylko 300m. „Zimny strzał” w wał (czyli zagrzewam lufę) lub jak ktoś lubi i chce to w tarczę, ale trzeba widzieć i zapamiętać to trafienie „osobno”. Następnie oddaję 3 strzały z nastaw odczytanych z kalkulatora balistycznego w danych warunkach pogodowych, spokojnie mierzone, bez pośpiechu, z tej samej postawy, skupiając się na pełnej procedurze strzeleckiej. Niektórzy strzelają 5 razy a niektórzy 10, przy moich założeniach i do mojej broni 3 wystarczą …. I w pierwszej zmianie tyle. Jak wiecie lubię nawijać makaron na uszy i uwielbiam rozmawiać ze znajomymi na strzelnicy, ale jak jest na to czas. „Kopytkuję” do wozu i czekam grzecznie na pozwolenie wjechania na oś do tarcz. Mam przy sobie miarkę, notatnik i zaklejki. Jedziemy, jak widzę dziurki (nieważne gdzie) to jestem w domu. Wyznaczam (mniej więcej) ŚPT, mierzę odległość do 10-tki w centymetrach, zapamiętuję w którą stronę poprawki (lub zapisuję), zaklejam i zapieprzam z powrotem. Tak, tak moi mili, tam nie ma co się doktoryzować, można ewentualnie szybką fotkę strzelić i to najlepiej jedną, a dlaczego jedną to zaraz opowiem. Można sobie ewentualnie tarczę opisać, żeby było wiadomo który to dystans był. Jedną fotkę, gdyż ja nie opisuję a że strzelam w określonej sekwencji to po kolejności zdjęć spokojnie dojdę z którego dystansu była … jakbym oczywiście tego potrzebował ☺))))

Wracam, już po drodze „w pamięci” uwzględniam dodatkową poprawkę a na stanowisku skrzętnie zapisuję. Już na 300m można zauważyć odchyłki spowodowane niedoskonałością kalkulatora balistycznego lub niedoskonałością danych wprowadzanych do niego, niewłaściwie oszacowanego wiatru (siły lub kierunku).

Druga zmiana

Strzelam 3 razy na 300 po poprawkach (dla potwierdzenia) , zmieniam nastawy na 600m elewację z notatnika i oddaję również 3 strzały. Tu uwaga, jeżeli w poprzedniej zmianie wyszła mi dodatkowa poprawka na wiatr na 300 m, to uwzględniam tą zmianę w pierwszych nastawach na 600 – no trzeba tendencję uchwycić. Pamiętajcie, że te 6 strzałów można oddać baaaaardzo spokojnie, bez pośpiechu i „telepawki”. W drugiej zmianie tyle … i co? „Kopytkuję” do wozu i grzecznie czekam na pozwolenie wjechania na oś. Zaczynać można od bliższego celu lub dalszego, nieważne, byle sprawnie. Powtarzam procedurę wyznaczenia ŚPT, pomiarów i zaklejania. 300 powinno siedzieć w środku (wówczas nastawy potwierdzone w notatniku zaznaczam prostokątem), chyba że wiatr się zmienił, co będzie dodatkową informacją którą należy uwzględnić na dalszych dystansach. 600 mierzę i zaklejam i gonię na stanowisko. Na stanowisku skrzętnie zapisuję dodatkowe poprawki dla dystansu 600.

Trzecia zmiana

I teraz zagadka. Co robię w trzeciej zmianie? Ha …. no nie wiem ….. hmmmm …. tak, tak 600 dla potwierdzenia i 800 z notatnika z uwzględnieniem tendencji wiatrowej ☺

Czwarta zmiana

Tak, tak, 800/1000

Piąta zmiana

Tak, tak, 1000 dla potwierdzenia …. I duma mnie rozpiera muuuhahahhaha.

UWAGA: Główne zadanie wykonane, trening udany, pięć zmian, 25 strzałów i po temacie. Teraz mogę wyjąć drugiego klamota, drugą amunicję i powtórzyć procedurę (dlatego ważne jest, żeby zawsze zaklejać swoje tarcze), zjeść „kiełbę”, dopieścić któryś dystans jak potrzebuję …. ponawijać makaron na uszy znajomym :* lub pojechać do domu 😀

Podsumowanie

Powyższy przykład dotyczył treningu na którym zadaniem było określenie krzywej balistycznej dla danej broni, amunicji, warunków pogodowych, lokalizacji. Wg. mnie dobrze określona balistyka to podstawa do dalszych sensownych działań, czy to na zawodach, czy to na dalszych treningach mających na celu poprawę postawy strzeleckiej i procedury oddania strzału (to akurat można ćwiczyć na krótszych osiach) nie mówiąc już o sensownym strzelaniu PRS … no bez znajomości balistyki to się nie uda.

Bardzo ważnym jest, żeby czytelnie prowadzić notatki w trakcie treningu, zapisać datę, lokalizację, warunki pogodowe (przede wszystkim temperaturę, kierunek i siłę wiatru). Później można już na czysto przenieść to do swoich właściwych dzienniczków strzeleckich, do prowadzenia których serdecznie zachęcam.

Apeluję o sprawne przemieszczanie się do tarcz i z powrotem. Nie po to moi mili pcham się na przód kawalkady bo chce być pierwszy, najlepszy i w ogóle lubię off-road (choć lubię) …. Pcham się na przód i zapieprzam do tarcz z szacunku do Was i dla waszego czasu, bo jak jadę daleko, to mi dłużej zejdzie a nie chciałbym, żeby ktoś przeze mnie czekał, lub stracił zmianę bo czas treningu jest zawsze ograniczony. Krew mnie zalewa jak zapierniczam na 1850, po drodze wyrzucając kolegę na 1200, ogarniając na powrocie 1600, zgarniam kolegę z 1000 bo się 200m przeszedł, wracamy, a tu dopiero ktoś jedzie na 600 … no bez jaj 😛

To jest tylko i wyłącznie moja metoda na sprawne wykorzystanie treningu przy uwzględnionych wyżej założeniach. Treningi „na skupienie” troszkę się różnią a treningi PRS to już całkiem :D. Mam nadzieję, że choć troszkę Wam pomogłem spokojnie osiągać coraz lepsze wyniki :*

Do zobaczenia na osi …. Wasz Murasz 

Zapraszamy do komentowania!