Sobota, więc będzie coś o łowiectwie.
Na jednej z grup mieszkańców Zielonki pojawił się wpis człowieka, któremu dziki regularnie demolują pielęgnowany trawnik. Autor zwrócił się do pani, która dokarmia dziki przez szybę swojej Toyoty RAV4. Skoro urządziła im jadłodajnię, poprosił, żeby może przy okazji posprzątała zryty trawnik i odchody zostawione przez swoich podopiecznych.
I właściwie trudno lepiej podsumować problem dzików w miastach.
Za chwilę oczywiście pojawi się standardowy zestaw: „one były tu pierwsze”, „człowiek zabrał im las”, „biedne zwierzęta są głodne”. Tyle że dzik nie czyta tych komentarzy i nie interesuje go nasza romantyczna wizja przyrody.
Dzik jest oportunistą. Nie ma imienia, nie jest Kubusiem, Basią ani Stefanem. Jest dzikim zwierzęciem. Jego biologiczny interes jest banalnie prosty: najeść się, przeżyć i rozmnożyć.
Do miasta też nie przychodzi dlatego, że akurat zapragnął pozwiedzać stolicę, przejść się po rynku albo zobaczyć, co nowego na osiedlu. Przychodzi tam, gdzie ma łatwe żarcie. A człowiek potrafi mu przygotować prawdziwy szwedzki stół: niezabezpieczone śmietniki, resztki jedzenia, karma wystawiona dla kotów, odpady zielone i — wisienka na torcie — ludzie karmiący dziki z ręki albo przez otwartą szybę samochodu.
Potem jesteśmy zdziwieni, że wracają.
Dzik bardzo szybko kojarzy miejsce z dostępnością pokarmu. Jeśli dostaje jedzenie przy ulicy czy na parkingu, to nie uczymy go miłości do człowieka. Uczymy go, że człowiek = żarcie. I właśnie tak tracimy jedną z najważniejszych naturalnych barier: dystans dzikiego zwierzęcia wobec ludzi.
A kiedy już zadomowi się na osiedlu, zaczyna się druga część przedstawienia. Rozwalone trawniki. Rozprute worki. Śmieci rozwleczone po okolicy. Spotkania z lochą prowadzącą młode. Psy szczekające na dziki. Kolizje z samochodami. I wreszcie pytanie: „Dlaczego nikt czegoś z tym nie zrobi?”
Może dlatego, że trzeba było zacząć robić coś wcześniej.
Po pierwsze – przestać je karmić. Całkowicie. Nie „tylko czasami”. Nie dlatego, że „zostało mi trochę chleba” zgoda chleb trzeba szanować, ale można to przecież zrobic z głową. Nie dlatego, że „one przecież są głodne”. Tak są głodne… z a w s z e!
Po drugie – zabrać im łatwy dostęp do naszych odpadków. Wiaty śmietnikowe powinny być zamykane, a nie stanowić całodobowy bufet. Pojemniki powinny mieć pokrywy zabezpieczone przed podważeniem, a tam, gdzie problem jest duży, można stosować zamknięcia, zatrzaski albo blokady. Worków z odpadami nie powinno się zostawiać obok kontenerów. Resztki żywności powinny trafiać do zamkniętych pojemników, a nie na kompostownik dostępny dla zwierząt. Nie zostawiajmy również karmy dla kotów na noc w miejscach, do których mogą wejść dziki. Jak ktoś sie nie dostosuje to dostanie mandat.
To naprawdę nie jest nauka rakietowa!.
Jeżeli chcemy mieć dziki pod blokiem, karmmy je. Jeżeli chcemy, żeby pozostały dzikimi zwierzętami – przestańmy robić z osiedla stołówkę.
A pani z Toyoty? Prośba mieszkańca Zielonki wydaje się całkiem rozsądna. Następnym razem, obok reklamówki z jedzeniem, warto wrzucić do bagażnika grabie, łopatę i worek na odchody.
Bo miłość do dzikiej przyrody jest zdecydowanie łatwiejsza, kiedy sprząta po niej ktoś inny.
Jak oceniasz ten artykuł?
Ładowanie reakcji…
NEWSLETTER
Najważniejsze teksty PortalStrzelecki.pl prosto na Twoją skrzynkę. Zapisz się i bądź na bieżąco. Bez spamu i lania wody same konkrety z naszego podwórka. Czytaj przy kawie, bo na strzelnicy szkoda czasu na telefon.
Zapisz się do naszego newslettera
Dane wykorzystujemy do obsługi newslettera. Po zapisie otrzymasz link potwierdzający. W każdej wiadomości możesz zrezygnować. Szczegóły: polityka prywatności.

