Amerykanie strzelają z niego bardzo daleko. .416 Hellfire

Share

Ponad cztery kilometry. Dziewięć sekund lotu pocisku. I trafienia uzyskiwane podczas zawodów, a nie tylko eksperymentów na pustyni. .416 Hellfire należy dziś do najbardziej charakterystycznych nabojów amerykańskiej sceny Extreme Long Range.

W marcu 2024 roku Josh Silby stanął na stanowisku podczas zawodów Spearpoint ELR w Kansas. Strzelał z karabinu w kalibrze .416 Hellfire, używając monolitycznego pocisku Cutting Edge Bullets 550 gr LAZER.

Cel znajdował się w odległości 4344 jardów, czyli około 3972 metrów.

Trafił.

Co więcej – według informacji opublikowanych przez Cutting Edge Bullets było to trafienie pierwszym strzałem, a wynik został odnotowany jako najdalsze wówczas trafienie podczas zawodów ELR.

To nie był pojedynczy przypadek pokazujący możliwości .416 Hellfire. Rok wcześniej Jeff Medlin trafił podczas zawodów z tego samego kalibru na 4227 jardów, czyli około 3865 metrów.

Po co komu .416 Hellfire?

Żeby zrozumieć ten nabój, trzeba najpierw zapomnieć o klasycznym strzelectwie długodystansowym.

Tutaj 1000 metrów jest właściwie początkiem zabawy.

W amerykańskim ELR zawodnicy próbują skutecznie strzelać na dwie mile i dalej. Przy takich odległościach problemem nie jest już wyłącznie poprawka na wiatr czy opad pocisku. Liczy się utrzymanie możliwie powtarzalnej balistyki na ogromnym dystansie, zachowanie pocisku podczas przechodzenia przez kolejne zakresy prędkości oraz minimalizowanie nawet bardzo niewielkich różnic pomiędzy kolejnymi strzałami.

.416 Hellfire jest właśnie produktem tego świata.

Nie jest typowym, masowym nabojem, który kupimy z półki w każdym sklepie z amunicją. To rozwiązanie związane przede wszystkim ze środowiskiem Extreme Long Range, gdzie karabiny, komory nabojowe i amunicja są często budowane lub przygotowywane specjalnie pod konkretnego zawodnika.

Sam kaliber .416 oznacza pocisk o średnicy około 10,57 mm. W konfiguracjach używanych przez czołowych amerykańskich zawodników spotykamy między innymi bardzo ciężkie, monolityczne pociski 550 gr.

Karabin, który niewiele ma wspólnego ze zwykłym long range

Spójrzmy na konfigurację Micaha Greenlee, zwycięzcy dywizji Heavy podczas zawodów White Oak Creek ELR.

Jego .416 Hellfire został zbudowany przez Alamo Precision Rifles. Karabin otrzymał między innymi 36-calową lufę Bartlein o skoku gwintu 1:9, lunetę Nightforce ATACR 7–35×, specjalną szynę, montaż Spuhr oraz system BipodeXt. Amunicja wykorzystuje łuski Bertram i pociski Cutting Edge 550 gr LAZER.

To pokazuje, jak daleko ELR odszedł od klasycznego wyobrażenia o karabinie wyborowym.

Tutaj broń jest właściwie platformą do wystrzeliwania pocisku w możliwie identycznych warunkach za każdym razem.

Masa również przestaje być wadą. Amerykański zawodnik Rusty Newton podaje, że jego zestaw .416 Hellfire waży około 18,1 kg. Sam przyznaje również, że podczas treningów strzelał z Hellfire’a na dystansach około 2,5 mili, przygotowując się do zawodów, na których cele ustawiane są w podobnych odległościach.

Cztery kilometry zmieniają wszystko

Na takich dystansach liczby zaczynają wyglądać absurdalnie nawet dla kogoś, kto regularnie strzela Long Range.

Przy strzałach przekraczających cztery kilometry pocisk może znajdować się w powietrzu około dziewięciu sekund. W tym czasie warunki atmosferyczne na całej trajektorii mogą różnić się znacząco od tego, co zawodnik widzi bezpośrednio na stanowisku.

Dlatego ELR jest sportem nie tylko strzelca.

Ogromne znaczenie ma obserwator, który musi zobaczyć trafienie lub miejsce upadku pocisku i przekazać poprawkę. Dochodzą zaawansowane kalkulatory balistyczne, pomiary atmosferyczne, optyka i specjalne rozwiązania pozwalające uzyskać zakres regulacji niezbędny do strzelania na dystansach liczonych już nie w setkach metrów, lecz w kilometrach.

I właśnie w takich warunkach .416 Hellfire zdobył swoją reputację.

Nie dlatego, że jest największy.

Nie dlatego, że najmocniej kopie.

Ale dlatego, że Amerykanie zbudowali wokół niego karabiny i amunicję pozwalające robić coś, co jeszcze niedawno wydawało się domeną eksperymentalnego strzelectwa:

regularnie próbować trafiać cele stojące cztery kilometry od stanowiska.

A czasami – rzeczywiście je trafiać.

Przeczytaj także

Reklama