Trening 2000+ w Zielonce. Gdy 2 kilometry to dopiero początek

Share

W dniach 25–26 kwietnia w Zielonce odbył się coroczny trening long range i extreme long range organizowany przez Team 99. To nie jest zwykłe strzelanie „na daleko” – to wejście w strefę, gdzie każdy błąd w ocenie wiatru rośnie do rangi kilkunastu metrów na celu, a dystans 1000 metrów jest dopiero rozgrzewką.

Pierwszy dzień przebiegał jeszcze w klasycznej formule, choć warunki szybko przypomniały wszystkim, kto tu naprawdę rozdaje karty. Strzelcy mieli do dyspozycji tarczownice ustawione na dystansach 1000, 1200, 1400, 1600 i 1846 metrów. Mieli… bo przy wietrze 3–4 m/s, wiejącym „z godziny” 5:00–5:30 i momentami skręcającym nawet na 6:00 czy 7:00, cele częściej fruwały niż stały stabilnie. Porywy dochodziły do 5–6 m/s, a odczyt warunków był ciągłą walką z rzeczywistością, która zmieniała się szybciej niż nastawy na wieżyczkach.

Niedziela przyniosła zupełnie nowe podejście do treningu ELR. Zrezygnowano z klasycznych tarcz, kamer i wsparcia ekip odczytujących trafienia. Zamiast tego postawiono na czyste strzelanie do stalowych celów o wielkości 0,4–0,6 mrad. Dwie ścieżki gongowe – lewa i prawa – prowadziły strzelców przez dystanse: 1203 m, 1599 m, 1998 m, 2404 m i 2604 m. To już nie jest „strzelanie do celu”. To jest zarządzanie chaosem.

System pracy był prosty i bezlitosny: strzelec i spotter jako para, rotacja na trzech stanowiskach, około 10 minut na wejście i wykonanie zadania. Jedna para strzelała, druga analizowała warunki i przygotowywała nastawy, trzecia rozkładała się na stanowisku. Każda para miała 4–5 podejść – wystarczająco, żeby coś poprawić, ale za mało, żeby się przyzwyczaić.

A warunki? Skrajne. Temperatura od 4 do 15 stopni, śnieg z deszczem, chwilami oślepiające słońce, a momentami wirujące podmuchy przypominające małe trąby powietrzne. Były momenty, gdy strzelanie trzeba było przerywać, bo znikała widoczność celu. Wiatr w niedzielę nie odpuszczał ani na chwilę – 5–8 m/s, z porywami dochodzącymi nawet do 12 m/s. To już nie korekta, to walka o przetrwanie toru lotu pocisku.

Nowa formuła pokazała swoją siłę – brak problemów technicznych, szybka informacja o trafieniach dzięki błyskaczom i praca spotterów. W ekstremalnych momentach jeden strzelec był prowadzony przez dwóch, a nawet trzech obserwatorów jednocześnie. To właśnie w takich warunkach buduje się realne kompetencje ELR – nie na papierze, tylko w błocie, wietrze i chaosie.

Treningi organizowane przez Team 99 nie są wydarzeniem dla przypadkowych uczestników. To przygotowanie do najtrudniejszych zawodów na świecie – takich jak King of 1 Mile czy King of 2 Mile. Już za niecałe dwa tygodnie kilku polskich strzelców stanie do rywalizacji na poligonie Camp de Canjuers, mierząc się z dystansami i warunkami, które weryfikują wszystko – sprzęt, umiejętności i psychikę. W formule King of 1 Mile zobaczymy Jakuba Sidorowicza i Rafała Rutkowskiego. W King of 2 Mile wystartują Krzysztof Zadura, Marcin Orylski, Sławomir Sip, Jakub Sidorowicz, Kamil Zapalski i Rafał Rutkowski.

Ten trening pokazał jedno – przy dystansach powyżej 2 kilometrów nie ma miejsca na teorię. Jest tylko praktyka, doświadczenie i umiejętność podejmowania decyzji w warunkach, które zmieniają się z sekundy na sekundę. I właśnie dlatego takie wydarzenia są dziś kluczowym elementem budowania poziomu polskiego ELR.

Tekst:  Redakcja i Rafał Rutkowski

Zdjęcia: Rafał Rutkowski i Jakub Sidorowicz


 

Przeczytaj także

Reklama