Ile razy z rzędu można trafić na 1700 m? Longshot 2026

Share

Kilka trafień z rzędu na dystansie 1700 metrów w ekstremalnym wietrze — czy to możliwe? Tak, jest to możliwe. I to nie na przypadkowym celu, ale w gong o średnicy 90 centymetrów. Czy jest to przypadek? Nie. Czy zdarzyło się to wielu zawodnikom? Również tak.

Trafianie na tego typu odległościach, szczególnie w ekstremalnych warunkach wiatrowych, wymaga połączenia dwóch kluczowych elementów: odpowiednio dobranego kalibru oraz bardzo wysokich umiejętności czytania wiatru. Właśnie tacy zawodnicy spotkali się podczas konkurencji Super Magnum tegorocznej edycji Longshot.

Ponad 25 strzelców przyjechało z różnymi kalibrami — od 37 XC, przez .375 Cheytac i .408 Cheytac, aż po .416 Barrett .416 Tyr i .50 BMG. To platformy wykorzystujące pociski o masie od 400 do 500 grainów, o bardzo wysokim współczynniku balistycznym (BC), zarówno w wersjach monolitycznych, jak i klasycznych, ołowianych w płaszczu miedzianym.

W tym roku zdecydowaliśmy się na wprowadzenie nowej formuły w konkurencji Super Magnum.

Kilka miesięcy wcześniej skontaktował się ze mną Zbyszek Świerczek, informując, że chciałby wdrożyć nowy sposób przeprowadzenia tej konkurencji na gongach. Był to temat, do którego wracaliśmy w rozmowach przez ostatnie lata — pomysł musiał po prostu dojrzeć, aby pojawiły się realne możliwości jego wdrożenia.

Zostałem poproszony o konsultacje i sugestie dotyczące regulaminu, wielkości celów oraz systemu punktowania. Przyjąłem to z dużym entuzjazmem, bo tego typu formuły są mi szczególnie bliskie. Jednocześnie jasno zaznaczyłem, że całość ma sens tylko wtedy, gdy za gongami znajdzie się odpowiednie tło — wał lub górka z piasku — umożliwiające obserwację splasha. Bez tego trudno mówić o optymalnym rozwiązaniu i realnym wsparciu projektu.

Po otrzymaniu potwierdzenia, że takie warunki zostaną zapewnione, przeszliśmy do technicznej realizacji założeń.

Z mojej strony kluczową sugestią dotyczącą regulaminu było premiowanie pierwszego strzału na danym dystansie. Wraz ze wzrostem odległości pierwsze trafienie powinno być warte najwięcej punktów, a kolejne — stopniowo mniej. Celem było jednoznaczne nagradzanie zawodników, którzy potrafią właściwie odczytać warunki i oddać skuteczny strzał bez korekty.

Taką właśnie logikę przyjęto w regulaminie — system punktacji był degresywny, a największą wartość miał pierwszy, dobrze przemyślany strzał.

Jeśli chcesz poznać historię LONGSHOT zapraszamy tutaj.

Kolejnym istotnym elementem był system mocowania gongów. Musiał być trwały, niezawodny i jednocześnie dostarczać czytelną informację zwrotną — zarówno poprzez wychylenie celu, jak i sposób jego pracy po trafieniu.

Od kilku lat pracuję wyłącznie na gongach i znam ich specyfikę bardzo dobrze. Kilka lat temu, po konsultacjach z Arturem Panasiukiem, wdrożyłem system mocowania oparty na pasach transmisyjnych i stalowym uchwycie. Gongi zawieszane są na pasach poprzez otwory montażowe.

To rozwiązanie w praktyce okazuje się optymalne — pasy przepuszczają pociski i „zamykają się” po trafieniu, co minimalizuje zużycie. Jedynym realnym uszkodzeniem może być trafienie w śrubę montażową, co zdarza się sporadycznie.

System jest prosty: na zestawie składanych nóg zawieszane są gongi, które pracują w sposób czytelny i powtarzalny.

Za przygotowanie celów odpowiadał Wojciech Jagielski z firmy HVT — doświadczony producent i praktyk strzelectwa gongowego. Jego konstrukcje od lat funkcjonują w jednostkach i instytucjach, a także na licznych szkoleniach i zawodach. Sam korzystam z jego gongów od początku mojej pracy — przetrwały setki tysięcy strzałów w różnych kalibrach.

Przygotowane na zawody zestawy spełniły, a wręcz przekroczyły moje oczekiwania. Były solidne, przemyślane i w pełni dostosowane do charakteru konkurencji.

Kolejnym zagadnieniem była wielkość celów na poszczególnych dystansach. Po konsultacjach z Kubą Sidorowiczem i Darkiem Topyłą, zawodnikami regularnie startującymi w tego typu konkurencjach — zarówno w Polsce, jak i za granicą — przyjęliśmy spójne założenie: cele o wielkości około 1,7 MOA (0,5 mrad) na każdym dystansie.

Ostatecznie przełożyło się to na konkretne wartości:
– 50 cm na 1000 m
– 60 cm na 1200 m
– 75 cm na 1500 m
– 90 cm na 1700 m

 

Jak pokazały zarówno dzień treningowy, jak i same zawody, przyjęte rozmiary okazały się trafione. Nawet w silnym, a momentami ekstremalnym wietrze, pozwalały one wyłonić najlepszych zawodników, jednocześnie eliminując zarówno zbyt łatwe trafienia, jak i przypadkowość wynikającą ze zbyt małych celów.

Do tak przygotowanych gongów dołożyliśmy hit indykatory firmy Hornady z moim autorskim zabezpieczeniem oraz dodatkowo hitindicator system Caldwell za gongiem. Z dystansu 1700 metrów cały zestaw świecących punktów był bardzo dobrze widoczny i realnie wspierał spottera w podejmowaniu decyzji o zaliczeniu trafienia.

Konkurencję zaplanowaliśmy w oparciu o pracę dwóch spotterów — Wojciecha Jagielskiego oraz mnie. Każdy z nas obserwował jednego zawodnika, na dwóch stagach , w przypisanych przedziałach dystansów: 1000–1200 metrów oraz 1500–1700 metrów.

Byliśmy wyposażeni w wysokiej klasy optykę obserwacyjną z siatką — w tym spottery z krzyżem Hensoldt oraz Leupold. Pod względem optycznym widzieliśmy wszystkie trafienia — zarówno podczas zawodów, jak i wcześniej w trakcie dnia treningowego, gdzie przećwiczyliśmy wszystkie możliwe scenariusze.

Pozwalało nam to wychwycić nawet trafienia w elementy niepożądane, jak np. guma. W takich przypadkach, mimo że zapalał się wskaźnik świetlny, trafienie nie było zaliczane — decydująca była praca gongu.

Konkurencja Super Magnum składała się z dnia treningowego oraz dnia zawodów. W trakcie treningu zawodnicy mogli strzelać dokładnie w takim samym trybie, jak w czasie właściwej rywalizacji, a dodatkowo mieli możliwość pracy we własnym tempie po oficjalnych seriach.

Trening został przeprowadzony modelowo. Jeszcze przed jego rozpoczęciem sprawdziłem pracę gongów na swoim zestawie w kalibrze .338 Lapua Magnum. Cele dawały czytelną i powtarzalną informację zwrotną, więc nie było żadnych obaw co do ich pracy podczas zawodów.

Sam dzień zawodów przyniósł bardzo dobrą pogodę — i bardzo wymagający wiatr. O ile w dniu treningowym było to 4,5–5 m/s, to podczas zawodów pojawiały się podmuchy rzędu 8–10 m/s.

Nawet dla kalibrów Super Magnum, szczególnie na dalszych dystansach, trafienia były w tych warunkach bardzo trudne. Mimo to najlepsi zawodnicy potrafili wyciągać wnioski z obserwacji i korekt — osiągając wyniki na poziomie 3 trafień na 5 strzałów, co w tych warunkach należy uznać za bardzo dobry rezultat.

Z mojej perspektywy była to cenna obserwacja. Około 80–90% chybień było po lewej stronie — dokładnie tam, gdzie znosił wiatr. To potwierdziło moją tezę, że nawet przy kalibrach Super Magnum część strzelców nadal zbyt zachowawczo podchodzi do poprawek wiatrowych, mimo że ich rozwiązania balistyczne (np. z Kestrela) wskazują większe wartości.

Oczywiście przy takich dystansach pojedyncze, nieregularne podmuchy mogą wywieźć pocisk nawet o kilka metrów. Natomiast przy obserwacji całego przebiegu konkurencji widać było, że przy właściwej pracy można było utrzymać wysoką skuteczność.

Najlepiej pokazał to Tomasz Kirczuk, który zajął pierwsze miejsce, strzelając z karabinu Victrix w kalibrze .375 Cheytac. Drugie miejsce zajął Goran Farić, strzelający z kalibru 37 XC — opartego o platformę Ritter & Stark .338 z dedykowaną lufą wykonaną przez Solid Design Solution z Holandii.

Z moich obserwacji wynika, że dobrze dobrany pocisk i opanowany kaliber .375 Cheytac daje bardzo wysokie prawdopodobieństwo trafienia. Duże wrażenie zrobiły również platformy w kalibrach .416 Barrett i .416 Tyr — szczególnie w wykonaniu karabinów firmy Fortmeier. Były to strzały bardzo powtarzalne i „pewne”.

To pasjonująca dyscyplina, która łączy wszystkie kluczowe elementy strzelectwa na najwyższym poziomie: technikę strzału, jakość i przygotowanie amunicji, zrozumienie procesów zachodzących w karabinie oraz perfekcyjne czytanie wiatru.

Prawdopodobnie w przyszłości sam pójdę w tym kierunku — planując lufę w kalibrze 37 XC do mojego systemu Accuracy International AXMC i rozpoczęcie pracy w formule Extreme Long Range. To inny świat niż strzelectwo taktyczne — ale niezwykle wciągający.

Gratuluję zwycięzcom oraz wszystkim zawodnikom wysokich wyników. To było bardzo dobre strzelanie.

Na koniec podziękowania dla całego zespołu sędziowskiego — Andrzeja, Maćka oraz Wojciecha Jagielskiego. Przeprowadziliśmy tę konkurencję sprawnie i bez zbędnych opóźnień — całość zakończyliśmy już o 16:30.

To były dobre trzy dni.

Dziękuję

zdj. Jarosław Walczuk

Jarosław Walczuk
Jarosław Walczuk
Jarosław Walczuk – instruktor strzelectwa długodystansowego oraz średniodystansowego (taktycznego), specjalizujący się w szkoleniu strzelców cywilnych, wojskowych i funkcjonariuszy. Od lat działa na styku praktyki oraz nowoczesnych metod szkoleniowych, koncentrując się na budowaniu realnych kompetencji strzeleckich w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistych. Współzałożyciel projektu szkoleniowo-sprzętowego MyMan – Train & Equip, w ramach którego łączy szkolenie z doborem sprawdzonych rozwiązań sprzętowych. Jego podejście opiera się na budowaniu spójnych systemów kompetencji – od fundamentów techniki, przez praktyczne zrozumienie balistyki i pracy na optyce, aż po wykorzystanie noktowizji i termowizji, działanie w małych zespołach oraz podejmowanie decyzji pod presją czasu. Specjalizuje się w dynamicznym strzelaniu na dystansach MidRange (400–600 m) oraz LongRange do 1700 m, ze szczególnym naciskiem na techniki RET (Rapid Engagement Techniques) oraz wykorzystanie siatek typu Tremor3. Promuje wczesne wprowadzanie strzelań do celów ruchomych oraz lowlight jako kluczowego elementu budowania kompetencji strzelca. Ekspert w zakresie balistyki platformy AR-15 oraz strzelań LongRange, a także praktycznego wykorzystania kalkulatorów balistycznych, takich jak Kestrel 5700 Elite, w pracy szkoleniowej i warunkach terenowych. Regularnie uczestniczy w międzynarodowych szkoleniach, seminariach i zawodach, czerpiąc wiedzę z różnych środowisk i szkół rzemiosła snajperskiego. Autor koncepcji treningowych opartych na mierzalnych standardach, w których kluczowe znaczenie mają powtarzalność, szybkość i skuteczność. W swoich publikacjach dzieli się doświadczeniem wynikającym z pracy instruktorskiej, obserwacji zawodów, analizy współczesnego wykorzystania snajperów i strzelców wyborowych w konfliktach zbrojnych oraz testów sprzętu. Koncentruje się na praktycznych i pragmatycznych aspektach strzelectwa, które mają bezpośrednie przełożenie na skuteczność działania w terenie.

Przeczytaj także

Reklama