Kilka trafień z rzędu na dystansie 1700 metrów w ekstremalnym wietrze — czy to możliwe? Tak, jest to możliwe. I to nie na przypadkowym celu, ale w gong o średnicy 90 centymetrów. Czy jest to przypadek? Nie. Czy zdarzyło się to wielu zawodnikom? Również tak.
Trafianie na tego typu odległościach, szczególnie w ekstremalnych warunkach wiatrowych, wymaga połączenia dwóch kluczowych elementów: odpowiednio dobranego kalibru oraz bardzo wysokich umiejętności czytania wiatru. Właśnie tacy zawodnicy spotkali się podczas konkurencji Super Magnum tegorocznej edycji Longshot.

Ponad 25 strzelców przyjechało z różnymi kalibrami — od 37 XC, przez .375 Cheytac i .408 Cheytac, aż po .416 Barrett .416 Tyr i .50 BMG. To platformy wykorzystujące pociski o masie od 400 do 500 grainów, o bardzo wysokim współczynniku balistycznym (BC), zarówno w wersjach monolitycznych, jak i klasycznych, ołowianych w płaszczu miedzianym.
W tym roku zdecydowaliśmy się na wprowadzenie nowej formuły w konkurencji Super Magnum.

Kilka miesięcy wcześniej skontaktował się ze mną Zbyszek Świerczek, informując, że chciałby wdrożyć nowy sposób przeprowadzenia tej konkurencji na gongach. Był to temat, do którego wracaliśmy w rozmowach przez ostatnie lata — pomysł musiał po prostu dojrzeć, aby pojawiły się realne możliwości jego wdrożenia.
Zostałem poproszony o konsultacje i sugestie dotyczące regulaminu, wielkości celów oraz systemu punktowania. Przyjąłem to z dużym entuzjazmem, bo tego typu formuły są mi szczególnie bliskie. Jednocześnie jasno zaznaczyłem, że całość ma sens tylko wtedy, gdy za gongami znajdzie się odpowiednie tło — wał lub górka z piasku — umożliwiające obserwację splasha. Bez tego trudno mówić o optymalnym rozwiązaniu i realnym wsparciu projektu.
Po otrzymaniu potwierdzenia, że takie warunki zostaną zapewnione, przeszliśmy do technicznej realizacji założeń.
Z mojej strony kluczową sugestią dotyczącą regulaminu było premiowanie pierwszego strzału na danym dystansie. Wraz ze wzrostem odległości pierwsze trafienie powinno być warte najwięcej punktów, a kolejne — stopniowo mniej. Celem było jednoznaczne nagradzanie zawodników, którzy potrafią właściwie odczytać warunki i oddać skuteczny strzał bez korekty.
Taką właśnie logikę przyjęto w regulaminie — system punktacji był degresywny, a największą wartość miał pierwszy, dobrze przemyślany strzał.
Jeśli chcesz poznać historię LONGSHOT zapraszamy tutaj.
Kolejnym istotnym elementem był system mocowania gongów. Musiał być trwały, niezawodny i jednocześnie dostarczać czytelną informację zwrotną — zarówno poprzez wychylenie celu, jak i sposób jego pracy po trafieniu.
Od kilku lat pracuję wyłącznie na gongach i znam ich specyfikę bardzo dobrze. Kilka lat temu, po konsultacjach z Arturem Panasiukiem, wdrożyłem system mocowania oparty na pasach transmisyjnych i stalowym uchwycie. Gongi zawieszane są na pasach poprzez otwory montażowe.
To rozwiązanie w praktyce okazuje się optymalne — pasy przepuszczają pociski i „zamykają się” po trafieniu, co minimalizuje zużycie. Jedynym realnym uszkodzeniem może być trafienie w śrubę montażową, co zdarza się sporadycznie.
System jest prosty: na zestawie składanych nóg zawieszane są gongi, które pracują w sposób czytelny i powtarzalny.
Za przygotowanie celów odpowiadał Wojciech Jagielski z firmy HVT — doświadczony producent i praktyk strzelectwa gongowego. Jego konstrukcje od lat funkcjonują w jednostkach i instytucjach, a także na licznych szkoleniach i zawodach. Sam korzystam z jego gongów od początku mojej pracy — przetrwały setki tysięcy strzałów w różnych kalibrach.
Przygotowane na zawody zestawy spełniły, a wręcz przekroczyły moje oczekiwania. Były solidne, przemyślane i w pełni dostosowane do charakteru konkurencji.
Kolejnym zagadnieniem była wielkość celów na poszczególnych dystansach. Po konsultacjach z Kubą Sidorowiczem i Darkiem Topyłą, zawodnikami regularnie startującymi w tego typu konkurencjach — zarówno w Polsce, jak i za granicą — przyjęliśmy spójne założenie: cele o wielkości około 1,7 MOA (0,5 mrad) na każdym dystansie.
Ostatecznie przełożyło się to na konkretne wartości:
– 50 cm na 1000 m
– 60 cm na 1200 m
– 75 cm na 1500 m
– 90 cm na 1700 m
Jak pokazały zarówno dzień treningowy, jak i same zawody, przyjęte rozmiary okazały się trafione. Nawet w silnym, a momentami ekstremalnym wietrze, pozwalały one wyłonić najlepszych zawodników, jednocześnie eliminując zarówno zbyt łatwe trafienia, jak i przypadkowość wynikającą ze zbyt małych celów.
Do tak przygotowanych gongów dołożyliśmy hit indykatory firmy Hornady z moim autorskim zabezpieczeniem oraz dodatkowo hitindicator system Caldwell za gongiem. Z dystansu 1700 metrów cały zestaw świecących punktów był bardzo dobrze widoczny i realnie wspierał spottera w podejmowaniu decyzji o zaliczeniu trafienia.
Konkurencję zaplanowaliśmy w oparciu o pracę dwóch spotterów — Wojciecha Jagielskiego oraz mnie. Każdy z nas obserwował jednego zawodnika, na dwóch stagach , w przypisanych przedziałach dystansów: 1000–1200 metrów oraz 1500–1700 metrów.
Byliśmy wyposażeni w wysokiej klasy optykę obserwacyjną z siatką — w tym spottery z krzyżem Hensoldt oraz Leupold. Pod względem optycznym widzieliśmy wszystkie trafienia — zarówno podczas zawodów, jak i wcześniej w trakcie dnia treningowego, gdzie przećwiczyliśmy wszystkie możliwe scenariusze.
Pozwalało nam to wychwycić nawet trafienia w elementy niepożądane, jak np. guma. W takich przypadkach, mimo że zapalał się wskaźnik świetlny, trafienie nie było zaliczane — decydująca była praca gongu.
Konkurencja Super Magnum składała się z dnia treningowego oraz dnia zawodów. W trakcie treningu zawodnicy mogli strzelać dokładnie w takim samym trybie, jak w czasie właściwej rywalizacji, a dodatkowo mieli możliwość pracy we własnym tempie po oficjalnych seriach.
Trening został przeprowadzony modelowo. Jeszcze przed jego rozpoczęciem sprawdziłem pracę gongów na swoim zestawie w kalibrze .338 Lapua Magnum. Cele dawały czytelną i powtarzalną informację zwrotną, więc nie było żadnych obaw co do ich pracy podczas zawodów.
Sam dzień zawodów przyniósł bardzo dobrą pogodę — i bardzo wymagający wiatr. O ile w dniu treningowym było to 4,5–5 m/s, to podczas zawodów pojawiały się podmuchy rzędu 8–10 m/s.
Nawet dla kalibrów Super Magnum, szczególnie na dalszych dystansach, trafienia były w tych warunkach bardzo trudne. Mimo to najlepsi zawodnicy potrafili wyciągać wnioski z obserwacji i korekt — osiągając wyniki na poziomie 3 trafień na 5 strzałów, co w tych warunkach należy uznać za bardzo dobry rezultat.
Z mojej perspektywy była to cenna obserwacja. Około 80–90% chybień było po lewej stronie — dokładnie tam, gdzie znosił wiatr. To potwierdziło moją tezę, że nawet przy kalibrach Super Magnum część strzelców nadal zbyt zachowawczo podchodzi do poprawek wiatrowych, mimo że ich rozwiązania balistyczne (np. z Kestrela) wskazują większe wartości.
Oczywiście przy takich dystansach pojedyncze, nieregularne podmuchy mogą wywieźć pocisk nawet o kilka metrów. Natomiast przy obserwacji całego przebiegu konkurencji widać było, że przy właściwej pracy można było utrzymać wysoką skuteczność.
Najlepiej pokazał to Tomasz Kirczuk, który zajął pierwsze miejsce, strzelając z karabinu Victrix w kalibrze .375 Cheytac. Drugie miejsce zajął Goran Farić, strzelający z kalibru 37 XC — opartego o platformę Ritter & Stark .338 z dedykowaną lufą wykonaną przez Solid Design Solution z Holandii.

Z moich obserwacji wynika, że dobrze dobrany pocisk i opanowany kaliber .375 Cheytac daje bardzo wysokie prawdopodobieństwo trafienia. Duże wrażenie zrobiły również platformy w kalibrach .416 Barrett i .416 Tyr — szczególnie w wykonaniu karabinów firmy Fortmeier. Były to strzały bardzo powtarzalne i „pewne”.
To pasjonująca dyscyplina, która łączy wszystkie kluczowe elementy strzelectwa na najwyższym poziomie: technikę strzału, jakość i przygotowanie amunicji, zrozumienie procesów zachodzących w karabinie oraz perfekcyjne czytanie wiatru.
Prawdopodobnie w przyszłości sam pójdę w tym kierunku — planując lufę w kalibrze 37 XC do mojego systemu Accuracy International AXMC i rozpoczęcie pracy w formule Extreme Long Range. To inny świat niż strzelectwo taktyczne — ale niezwykle wciągający.
Gratuluję zwycięzcom oraz wszystkim zawodnikom wysokich wyników. To było bardzo dobre strzelanie.
Na koniec podziękowania dla całego zespołu sędziowskiego — Andrzeja, Maćka oraz Wojciecha Jagielskiego. Przeprowadziliśmy tę konkurencję sprawnie i bez zbędnych opóźnień — całość zakończyliśmy już o 16:30.

To były dobre trzy dni.
Dziękuję
zdj. Jarosław Walczuk



