Promocja łowiectwa? Serio?

Share

W ostatnich dniach znowu było głośno. Facebook, rolki, komentarze, wzajemne wycieczki, ostre słowa i emocje podkręcone do czerwoności. Jedni bili brawo, inni łapali się za głowę jebsie łapałem. Problem w tym, że w całym tym internetowym zgiełku coraz trudniej znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: czy my naprawdę promujemy łowiectwo, czy tylko karmimy algorytmy fb?

Powiem rzecz może niepopularną. Największym problemem polskiego łowiectwa nie jest dziś przeciwnik zewnętrzny. Największym problemem jest brak wspólnej strategii komunikacji i promocji. Każdy kto żyw promuje po swojemu, każdy nadaje na własnej częstotliwości, każdy uważa się za ambasadora dobrej sprawy. W praktyce często przypomina to partyzantkę, a nie przemyślaną politykę wizerunkową. Jak to mówią nasi starsi koledzy po strzelbie „propagandę” pozdrawiam Cię Heniu!

Chcesz poczytać więcej? Zapraszamy tutaj.

Liczba fanów na Facebooku nie jest żadnym miernikiem skutecznej promocji. Można mieć setki tysięcy wyświetleń, tysiąc komentarzy pod postem i ogromny zasięg. Tylko co z tego wynika dla łowiectwa? Jeśli pod materiałem dominują wyzwiska, pogarda, agresja słowna i wzajemne obrażanie się, to nie jest promocja. To jest widowisko. Powiem więcej to jest festiwal hamstwa i głupoty!

A widowisko bardzo rzadko buduje trwały efekt. Jak to my mówimy pozostawia „osad”.

Ja rozumiem ostry styl. Naprawdę rozumiem. Internet premiuje emocje, konflikt i wyrazistość. Spokojny głos przegrywa z krzykiem. Tylko że myśliwy, chcąc nie chcąc, nie mówi wyłącznie we własnym imieniu. Dla wielu ludzi spoza środowiska staje się reprezentantem wszystkich. I właśnie dlatego nie każde miejsce, nie każde słowo i nie każdy obrazek służą sprawie.

Wyzwiska wobec ludzi mających inne poglądy nie przyniosą nam społecznego poparcia. Chamstwo nie przekona niezdecydowanych. Pogarda nie buduje mostów. A celowe podgrzewanie atmosfery może i daje chwilową satysfakcję oraz wzrost statystyk, ale długofalowo zostawia po sobie spaloną ziemię. A nie „osad, na którym nam zależy.

Najbardziej zastanawia mnie jednak coś innego. Od lat słyszymy o strategiach, współpracy z agencjami PR, planach i konsultacjach. Tymczasem 80 procent rzeczy można zrobić bez wielkich budżetów i bez prezentacji w PowerPoincie. Wymaga to jedynie 20 procent nakladów. Polskie łowiectwo ma gotowe struktury, ludzi, media społecznościowe, koła, okręgi i ogromny potencjał oddolny. Trzeba po prostu zacząć pracować według wspólnych zasad. Mniej komisji, mniej spotkań dla samych spotkań i mniej organizacyjnego blichtru.

Bo promocja łowiectwa nie powinna być zbiorem indywidualnych improwizacji. Powinna mieścić się w określonych ramach i mieć jasny cel: pokazywać łowiectwo jako działalność odpowiedzialną, merytoryczną i społecznie zrozumiałą.

Nie oszukujmy się – dziś nie wygrywa ten, kto ma rację. Wygrywa ten, kto potrafi opowiedzieć swoją historię tak, żeby ktoś chciał jej wysłuchać. A jeśli nasza opowieść sprowadza się wyłącznie do gniewu, pretensji i wojny ze światem, to wcześniej czy później zostaniemy sami we własnej bańce.

Może więc zamiast kolejnej internetowej bitwy partyzanckiej warto czasem zadać sobie pytanie: czy to, co właśnie publikuję, naprawdę przysparza łowiectwu zwolenników – czy tylko daje mi chwilową satysfakcję?

No to Darz Bór.

Darek Topyła
Darek Topyłahttps://portalstrzelecki.pl
Redaktor naczelny Portalu Strzeleckiego. Pomysłodawca i założyciel serwisu internetowego portalstrzelecki.pl, strzelec sportowy, długodystansowy, myśliwy. Instruktor strzelectwa sportowego, sędzia PZSS. Sędzia i instruktor strzelectwa myśliwskiego. Autor rozwiązań informatycznych wykorzystywanych w strzelectwie. "Producent" kraftowej amunicji do karabinów ELR.

Przeczytaj także

Reklama