Kielce, pistolecik na kulki i wielka narodowa panika

Share

Jeden z ogólnopolskich dzienników, którego nazwa sama w sobie brzmi jak oksymoron, uruchomił ostatnio dobrze znaną maszynkę do produkcji kliknięć. Na ekranach pojawił się dramatyczny tytuł:

„Nagle wyciągnął broń i zaczął strzelać. Nagranie z Kielc rozchodzi się po sieci”.

No i wszystko się zgadza. Jest broń. Są strzały. Jest policja. Jest alkohol. Jest nagranie z monitoringu. Jest sensacja. Czytelnik ma od razu przed oczami gangsterskie porachunki, uzbrojonego szaleńca albo przynajmniej scenę jak z filmu akcji klasy B.

Problem w tym, że później przychodzi rzeczywistość i bezczelnie psuje narrację.

Bo okazuje się, że nie mówimy o legalnie posiadanej broni palnej. Nie mówimy o posiadaczu pozwolenia. Nie mówimy o pistolecie centralnego zapłonu. Nie mówimy nawet o wiatrówce wymagającej jakichkolwiek formalności.

Mówimy o plastikowym pistoleciku strzelającym kulkami, który można kupić praktycznie wszędzie tam, gdzie sprzedaje się zabawki.

Ale tego już w tytule nie było.

Bo przecież kto kliknąłby artykuł zatytułowany:

„Nagle wyciągnął plastikowy pistolecik na kulki i zaczął strzelać. Nagranie z Kielc rozchodzi się po sieci”.

Brzmi trochę mniej dramatycznie. Trochę mniej apokaliptycznie. Trochę trudniej wywołać ciarki na plecach czytelnika.

Za to słowo „broń” działa doskonale. W Polsce działa wręcz magicznie. Wystarczy wrzucić je do tytułu, a połowa odbiorców już wyobraża sobie Dziki Zachód i wariatów, którzy każdą sąsiedzku kłótnię załatwiają na ostro.

I właśnie dlatego takie publikacje szkodzą. Nie sprawcy, nie pijanym awanturnikom, nie ludziom bawiącym się plastikowymi zabawkami. Szkodzą przede wszystkim tysiącom normalnych, praworządnych posiadaczy broni, którzy przechodzą badania, egzaminy, kontrole, szkolenia i każdego dnia przestrzegają prawa bardziej rygorystycznie niż przeciętny obywatel.

Potem ktoś przeczyta taki tytuł, nie doczyta szczegółów i zostanie mu w głowie jedno: „znowu ktoś strzelał z broni”. „Ci wariaci nasz pozabijajo”

Nie. Nie strzelał z broni!

To trochę tak, jakby napisać:

„Kierowca Ferrari spowodował groźny wypadek”, a na końcu artykułu wyjaśnić, że chodziło o czerwony rowerek dziecięcy z naklejką Ferrari.

Formalnie można? Można.

Tylko po co?

Patrząc na ten kierunek rozwoju mediów, zaczynam się zastanawiać, co wydarzy się przy najbliższym śmigusie-dyngusie.

Wyobrażam sobie już nagłówki:

„Uzbrojone grupy opanowały ulice Kielc. Setki strzałów. Mieszkańcy w panice”.

Po otwarciu artykułu okaże się, że siedmiolatek zaatakował kuzyna pistoletem na wodę za 14,99 zł.

Policja przyjedzie zabezpieczyć wiaderko.

Biegły sporządzi opinię dotyczącą trajektorii strumienia.

A media przez trzy dni będą debatować nad dostępem do broni masowego polewania.

Może warto wrócić do starej, nudnej i kompletnie niemodnej zasady dziennikarskiej: nazywać rzeczy po imieniu.

Bo jeśli plastikowy pistolecik na kulki staje się w tytule „bronią”, to później trudno się dziwić, że społeczeństwo ma coraz bardziej wypaczony obraz tego, czym broń faktycznie jest i kto jej używa.

A prawda, jak zwykle, okazała się znacznie mniej sensacyjna od nagłówka. I właśnie dlatego nie nadawała się na klikbajt.

 

Zdjęcie. KMP Kielce

Darek Topyła
Darek Topyłahttps://portalstrzelecki.pl
Redaktor naczelny Portalu Strzeleckiego. Pomysłodawca i założyciel serwisu internetowego portalstrzelecki.pl, strzelec sportowy, długodystansowy, myśliwy. Instruktor strzelectwa sportowego, sędzia PZSS. Sędzia i instruktor strzelectwa myśliwskiego. Autor rozwiązań informatycznych wykorzystywanych w strzelectwie. "Producent" kraftowej amunicji do karabinów ELR.

Przeczytaj także

Reklama