czwartek, 15 stycznia, 2026

Grudzień znał ich obydwóch

Share

Grudniowe popołudnie dogasało szybko, jak zawsze o tej porze roku. Ambona rysowała się na tle nieba ostrą, techniczną sylwetką – bez romantyzmu, bez patosu. Myśliwy stał kilkanaście metrów dalej, oparty o skraj lasu. Wiedział, że ten odyniec tu jest. Widział tropy w błocie jeszcze rano, ciężkie, szerokie, pewne z wyraźnie odbitymi szpilami.

Odyniec wyszedł cicho. Gruby, stary, z tym charakterystycznym spokojem zwierzęcia, które zbyt długo żyje, by się spieszyć. Przystanął na moment, sprawdził wiatr. Człowiek i zwierzę znaleźli się w jednej linii czasu – nie symbolicznej, tylko bardzo konkretnej. To te kilka sekund, które decydują o wszystkim.

Myśliwy uniósł broń, ale nie strzelał od razu. Nie dlatego, że się wahał. Po prostu czekał na właściwy kąt, na pewność. Odyniec ruszył jeszcze krok, potem drugi. Ciężar jego ciała był niemal słyszalny w ciszy.

Strzał był krótki i czysty. Bez dramatów. Odyniec osunął się w trawę, dokładnie tam, gdzie przez lata przechodził dziesiątki razy.

Gdy zapadł zmrok, myśliwy podszedł bliżej. Zdjął kapelusz, na chwilę. Nie z powodu wzruszenia. Raczej z przyzwyczajenia i szacunku do porządku rzeczy.

Ambona stała dalej nieruchomo, drzewa czerniały na tle resztek światła. Grudniowy wieczór domknął swoje zdanie. Dwie historie spotkały się tylko raz – i to w zupełności wystarczyło.

Fot. Paweł Skrzypiec

Przeczytaj także

Reklama

News