Broń w Polsce. Raport NIK

Share

Pogłębiona synteza raportu NIK o dostępie do broni

Główna teza NIK brzmi: system reglamentacji broni w Polsce działa, ale nadzór po wydaniu pozwolenia jest niepełny. NIK nie kwestionuje samego modelu pozwoleń, klubów, PZŁ, PZSS czy kolekcjonerstwa, ale wskazuje, że państwo nie ma wystarczających narzędzi do sprawdzania, czy osoba, która kiedyś spełniała warunki, nadal je spełnia po latach.

Najważniejsze ustalenia są cztery.

Po pierwsze, Polska nie wdrożyła w pełni wymogów unijnej dyrektywy 2021/555, zwłaszcza w zakresie monitorowania posiadaczy broni przez cały okres obowiązywania pozwolenia oraz okresowej oceny informacji medycznych i psychologicznych.

Po drugie, Policja przez lata błędnie prezentowała dane statystyczne, pokazując liczbę pozwoleń jako liczbę osób. To dokładnie pokrywa się z naszym wcześniejszym tekstem i obserwacją: liczba pozwoleń nie równa się liczbie osób posiadających broń. Jedna osoba może mieć pozwolenie sportowe, kolekcjonerskie i łowieckie, a w statystyce była liczona wielokrotnie.

O tym pisaliśmy w lutym. Przeczytaj tutaj.

Polacy się zbroją. Milion sztuk broni w rękach cywilnych. Polska przekracza symboliczną granicę

 

Po trzecie, NIK wskazuje na braki w aktualizacji danych, w tym przypadki broni pozostającej po osobach zmarłych nawet przez wiele lat. To jest jeden z mocniejszych praktycznych argumentów raportu, bo dotyczy realnej luki nadzorczej, a nie tylko formalnej zgodności z UE.

Po czwarte, NIK rekomenduje rozszerzenie kontroli nad wszystkimi kategoriami posiadaczy, w tym przez badania okresowe, monitoring dalszego spełniania przesłanek oraz reglamentację broni czarnoprochowej.

Dlaczego NIK rekomenduje badania okresowe?

Z tekstu taportu wynika, że podstawowym argumentem NIK jest dostosowanie Polski do prawa UE, a dokładniej do dyrektywy 2021/555. NIK pisze, że przegląd pozwoleń, obejmujący odpowiednie informacje medyczne i psychologiczne, powinien odbywać się nie rzadziej niż raz na pięć lat.

Drugim argumentem jest logika ryzyka zdrowotnego w czasie. NIK wskazuje, że obecnie myśliwi, sportowcy i kolekcjonerzy przechodzą badania tylko raz, przy ubieganiu się o pozwolenie, a pozwolenie jest bezterminowe. NIK argumentuje, że nie można zakładać, iż stan zdrowia psychicznego, neurologicznego, wzroku, słuchu, równowagi i sprawności ruchowej pozostanie niezmienny przez kilkadziesiąt lat.

Trzecim argumentem jest wiek posiadaczy broni. NIK podaje, że w rejestrach figurują osoby bardzo wiekowe, nawet około 100-letnie. Sama NIK zastrzega, że podeszły wiek nie oznacza automatycznie niezdolności do bezpiecznego posługiwania się bronią, ale według Izby zwiększa ryzyko i uzasadnia okresową ocenę.

Czwartym argumentem są wyniki odwołań od orzeczeń lekarskich i psychologicznych. NIK wskazuje, że po odwołaniach Policji lekarze lub psychologowie nie potwierdzali pierwotnych pozytywnych orzeczeń w 32–100% spraw, zależnie od KWP. To jest dla NIK argument, że system jednorazowej oceny i kontroli orzeczeń może przepuszczać osoby wątpliwe.

Nie widać natomiast w tekście raportu, aby NIK oparła rekomendację badań okresowych głównie na danych o wypadkach z udziałem legalnych posiadaczy broni sportowej, kolekcjonerskiej czy łowieckiej. Wypadki i przestępstwa pojawiają się wyraźniej przy broni czarnoprochowej oraz przy ryzyku utraty broni po zmarłych. W przypadku badań okresowych rdzeń argumentacji to: prawo UE + zmienność stanu zdrowia + brak monitorowania + ryzyko systemowe, a nie konkretna statystyka wypadków legalnych posiadaczy.

Sport, kolekcja, łowiectwo

Pozwolenia sportowe

Sportowcy są wskazani jako grupa, która obecnie nie musi przechodzić badań okresowych. NIK uważa to za lukę, bo pozwolenia są bezterminowe, a zdolność psychofizyczna oceniana tylko raz.

W przypadku sportu istnieje już pewien mechanizm kontroli: stowarzyszenia strzeleckie mają obowiązek corocznego przekazywania wykazów członków uprawiających strzelectwo z użyciem własnej broni. Problem według NIK polega na tym, że w żadnej z siedmiu skontrolowanych KWP nie wyegzekwowano tych wykazów od wszystkich zobowiązanych podmiotów.

Skutek rekomendacji NIK dla sportowców byłby więc podwójny: badania co kilka lat oraz realniejsze sprawdzanie, czy dana osoba nadal spełnia przesłanki pozwolenia sportowego.

Pozwolenia kolekcjonerskie

Kolekcjonerzy są dla NIK szczególnie ważni, bo pozwolenia kolekcjonerskie są drugą najliczniejszą grupą po łowieckich. NIK wskazuje, że kolekcjonerzy mogą nabywać broń przystosowaną do strzelania amunicją ostrą i mogą używać jej na strzelnicy.

Największy problem przy kolekcji to brak mechanizmu systemowego sprawdzania, czy dana osoba nadal jest członkiem stowarzyszenia kolekcjonerskiego. NIK zwraca uwagę, że w przeciwieństwie do sportu i łowiectwa, dla pozwoleń kolekcjonerskich nie ma analogicznego obowiązku corocznego przekazywania wykazów członków.

W praktyce wdrożenie rekomendacji NIK najmocniej uderzyłoby właśnie w kolekcjonerów, bo oznaczałoby: badania okresowe, obowiązek aktualizacji przesłanki członkostwa oraz potencjalnie większe ryzyko cofnięcia pozwolenia po utracie członkostwa.

Pozwolenia łowieckie

Łowiectwo jest największą kategorią pozwoleń wskazaną w danych NIK. Myśliwi, podobnie jak sportowcy i kolekcjonerzy, obecnie nie przechodzą okresowych badań lekarskich i psychologicznych na podstawie samego pozwolenia na broń.

W przypadku łowiectwa istnieje mechanizm corocznych wykazów z PZŁ, ale NIK wskazuje, że Policja nie egzekwowała ich w pełni. Z punktu widzenia raportu problemem nie jest więc tylko brak badań, ale również słabe wykorzystywanie istniejących narzędzi.

Dla myśliwych wdrożenie rekomendacji oznaczałoby przede wszystkim obowiązkowe badania okresowe, większe znaczenie aktualnego członkostwa i prawdopodobnie sprawniejsze cofanie pozwoleń po ustaniu przesłanek.

Liczba pozwoleń ≠ liczba posiadaczy broni

To jeden z najważniejszych punktów dla naszej narracji. Pisalismyvobtym w grudniu 2025:

Ile właściwie osób w Polsce posiada broń palną? Badania i zmiana UoBiA.

Poprosiliśmy także KWP o uszczegółowienie danych. Nie dostaliśmy jednak odpowiedzi na naszego e-maila.

NIK potwierdziła dokładnie to, na co zwracaliśmy uwagę: statystyki KGP przez lata mieszały liczbę osób z liczbą pozwoleń. Przykład z Janem Nowakiem jest bardzo czytelny: jedna osoba z trzema pozwoleniami była w statystyce liczona jako trzy osoby.

To ma ogromne znaczenie dla debaty publicznej. Jeżeli media piszą, że „liczba posiadaczy broni rośnie lawinowo”, a w rzeczywistości odnoszą się do liczby pozwoleń, to obraz jest zawyżony i nieprecyzyjny.

Drugi problem: pozwolenie nie oznacza, że ktoś wykorzystał cały limit broni. Można mieć pozwolenie na kilka sztuk, ale posiadać jedną, dwie albo żadnej. Dlatego trzeba rozdzielać trzy kategorie:

liczba pozwoleń – decyzje administracyjne według celu,

liczba osób posiadających pozwolenie – realna liczba ludzi,

liczba zarejestrowanych egzemplarzy broni – faktyczna liczba sztuk w obiegu legalnym.

NIK przyznaje, że państwo nie ma wystarczająco dobrej statystyki pozwalającej precyzyjnie powiedzieć, ile osób w Polsce ma pozwolenie i ile osób faktycznie posiada broń.

Co by oznaczało wdrożenie wszystkich rekomendacji NIK?

Gdyby wdrożyć wszystkie rekomendacje NIK, polski system nie stałby się wyłącznie „systemem wydawania pozwoleń”, ale przeszedłby w stronę stałego nadzoru nad posiadaczem broni przez cały okres posiadania pozwolenia.

Dla obecnych posiadaczy oznaczałoby to przede wszystkim nowe obowiązki cykliczne. Każdy posiadacz broni musiałby prawdopodobnie co pięć lat przechodzić badania lekarskie i psychologiczne. Dotyczyłoby to sportowców, kolekcjonerów, myśliwych, szkoleniowców, posiadaczy broni pamiątkowej i innych kategorii.

Praktyczny skutek: wzrosłyby koszty posiadania broni. Do kosztów członkostwa, licencji, patentów, składek, amunicji, sejfów i opłat administracyjnych doszłyby regularne koszty badań. Dla aktywnego sportowca nie byłoby to zapewne barierą nie do przejścia, ale dla starszych myśliwych, kolekcjonerów pasywnych albo osób posiadających broń okazjonalnie mogłoby to być realne obciążenie.

Drugim skutkiem byłoby większe ryzyko utraty pozwolenia z powodów formalnych lub zdrowotnych. Osoba, która nie zrobi badań w terminie, nie dostarczy dokumentu albo utraci członkostwo w organizacji, mogłaby wejść w procedurę cofnięcia pozwolenia. W praktyce znaczenie miałaby nie tylko sama ustawa, ale też sprawność WPA.

Trzecim skutkiem byłoby większe obciążenie Policji i WPA. Jeżeli badaniami okresowymi objąć wszystkich posiadaczy, system musiałby obsłużyć setki tysięcy cyklicznych weryfikacji. Bez cyfryzacji i automatyzacji mogłoby to sparaliżować część wydziałów postępowań administracyjnych.

Czwartym skutkiem byłoby wzmocnienie roli organizacji strzeleckich, kolekcjonerskich i łowieckich. Członkostwo przestałoby być tylko formalnym warunkiem uzyskania pozwolenia, a stałoby się stale monitorowaną przesłanką jego utrzymania. To szczególnie ważne przy kolekcji, bo NIK wyraźnie wskazuje brak systemowego mechanizmu sprawdzania członkostwa kolekcjonerów.

Piątym skutkiem byłoby uderzenie w osoby posiadające broń, ale mało aktywne. Aktywny zawodnik sportowy czy aktywny myśliwy prawdopodobnie łatwiej odnajdzie się w systemie cyklicznych wymogów. Największy problem będą miały osoby, które posiadają broń legalnie, ale rzadko z niej korzystają, nie śledzą zmian prawnych albo traktują pozwolenie jako trwałe uprawnienie nabyte wiele lat temu.

Szóstym skutkiem byłaby reglamentacja broni czarnoprochowej. To byłaby osobna rewolucja, bo obecnie broń czarnoprochowa sprzed 1885 r. i jej repliki są poza klasycznym systemem pozwoleń. NIK podpiera ten postulat konkretnymi danymi o przestępstwach z użyciem takiej broni, w tym zabójstwach i usiłowaniach zabójstwa. Wdrożenie tej rekomendacji oznaczałoby wejście czarnoprochowców w system rejestracji, kontroli albo pozwoleń.

Siódmy skutek to kontrole przechowywania broni przez szerszy krąg funkcjonariuszy Policji. NIK chce umożliwienia upoważniania funkcjonariuszy jednostek podległych KWP/KSP do kontroli warunków przechowywania. W praktyce mogłoby to oznaczać częstsze i łatwiejsze kontrole w domach posiadaczy broni.

Ósmy skutek to większa cyfryzacja i czyszczenie statystyk. To akurat rekomendacja korzystna dla debaty publicznej. Jeżeli rejestry zaczną pokazywać realną liczbę osób, pozwoleń i egzemplarzy broni, skończy się powielanie błędnej narracji, że każda decyzja administracyjna to osobny „uzbrojony obywatel”.

Najważniejszy wniosek

NIK nie mówi tylko: „wprowadźmy badania okresowe”. NIK proponuje znacznie szerszą zmianę filozofii systemu.

Obecny model opiera się głównie na zasadzie: sprawdzamy człowieka przy wejściu do systemu.

Model rekomendowany przez NIK oznaczałby: sprawdzamy człowieka przez cały okres posiadania pozwolenia.

To jest zasadnicza różnica. Dla państwa oznacza większą kontrolę. Dla posiadaczy broni oznacza więcej obowiązków, większe koszty i większe ryzyko administracyjne. Dla debaty publicznej oznacza szansę na rzetelniejsze dane. Dla środowiska strzeleckiego najważniejsze jest jednak to, aby wdrażanie rekomendacji nie zostało oparte na błędnym założeniu, że wzrost liczby pozwoleń oznacza taki sam wzrost liczby osób posiadających broń.

Komentarz redakcji:

Z raportu NIK wyłania się obraz problemu przede wszystkim administracyjnego, a nie środowiskowego. Najważniejsze zarzuty dotyczą bowiem niepełnych statystyk, braku skutecznego monitorowania posiadaczy broni, opóźnień we wdrażaniu systemów informatycznych oraz niewystarczającego wykorzystania już istniejących narzędzi nadzorczych przez administrację. Trudno nie odnieść wrażenia, że proponowane dziś dodatkowe obowiązki dla tysięcy legalnych posiadaczy broni mają częściowo rekompensować niedomagania państwa w zakresie wykonywania już obowiązujących przepisów. Warto też pamiętać, że kluby strzeleckie i Polski Związek Łowiecki przekazują Policji informacje o członkostwie i ustaniu przesłanek, natomiast problemem wskazanym przez NIK jest przede wszystkim skuteczność dalszego działania organów administracji. Jeżeli więc dyskusja o zmianach ma być merytoryczna, powinna zaczynać się od pytania, czy nowe obowiązki dla obywateli rzeczywiście poprawią bezpieczeństwo, czy jedynie mają zastąpić sprawnie działający nadzór państwa.

No i jeszcze te badania. Ale tutaj równamy do UE. NIK nie przeanalizował sytuacji którą prezentują środowiska przeciwników posiadania broni i łowiectwa, ktore wypadki na polowaniach wiążą błednie ze stanem zdrowia. Odniósł sie do przepisów unijnych.

 

 

Przeczytaj także

Reklama