Termowizja i noktowizja w łowiectwie. Siedem lat później – czy ktoś pamięta po co to wprowadzono?

Share

W 2019 roku w polskim łowiectwie wydarzyła się zmiana, którą wielu określało jako rewolucję. Minister środowiska w drodze rozporządzenia dopuścił do użycia w polowaniu urządzenia noktowizyjne i termowizyjne montowane na broni. Decyzja była przedstawiana jako odpowiedź państwa na jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla rolnictwa – afrykański pomór świń (ASF). Argument był prosty: skoro dzik jest głównym rezerwuarem wirusa, a jego aktywność przypada głównie na noc, to należy dać myśliwym narzędzia pozwalające skuteczniej polować po zmroku.

Zmiana nie wynikała z nowelizacji ustawy Prawo łowieckie, lecz z modyfikacji rozporządzenia dotyczącego szczegółowych warunków wykonywania polowania. W praktyce oznaczało to, że państwo zdecydowało się na bardzo szybkie wprowadzenie technologii, która wcześniej była w polskim łowiectwie zakazana. W klasycznej doktrynie łowieckiej takie urządzenia były postrzegane jako sprzeczne z zasadą „fair chase”, czyli uczciwego polowania. Tym razem jednak argument epidemiologiczny przeważył nad tradycją.

Cel tej zmiany był jasno komunikowany. Chodziło o radykalne zwiększenie skuteczności odstrzału dzików i ograniczenie rozprzestrzeniania się ASF. W przestrzeni publicznej pojawiały się wypowiedzi przedstawicieli rządu, że bez znaczącego zmniejszenia populacji dzika nie uda się zatrzymać choroby. W efekcie polskie łowiectwo otrzymało dostęp do technologii, która wcześniej była domeną wojska, służb mundurowych.

Minęło siedem lat. I dziś warto zadać pytanie, które w 2019 roku prawie nie pojawiało się w debacie: czy cel tej zmiany został osiągnięty?

Jeżeli spojrzymy na liczby dotyczące ASF, odpowiedź nie jest optymistyczna. Choroba nadal występuje w Polsce i obejmuje znaczną część kraju. Każdego roku notuje się tysiące przypadków zakażonych dzików. Ogniska pojawiają się także w gospodarstwach hodowlanych, powodując ogromne straty dla rolnictwa. Mimo intensywnej redukcji populacji dzika wirus nie zniknął z polskiego krajobrazu epidemiologicznego.

Nie można też powiedzieć, że odstrzały były symboliczne. Od 2019 roku w Polsce odstrzelono ponad milion dzików. W niektórych sezonach łowieckich realizacja planów odstrzału przekraczała dziewięćdziesiąt procent. Skala redukcji była więc ogromna, a mimo to wirus ASF wciąż pozostaje realnym problemem.

Drugim argumentem, który pojawiał się przy okazji legalizacji termowizji i noktowizji, było bezpieczeństwo. Nowoczesna optyka miała pozwolić lepiej identyfikować cel i ograniczyć ryzyko pomyłki podczas nocnego polowania. Również tutaj trudno wskazać wyraźny przełom. Statystyki wypadków łowieckich w Polsce od lat utrzymują się na podobnym poziomie – kilka zdarzeń rocznie. To liczba bardzo mała w stosunku do skali polowań odbywających się w kraju, ale jednocześnie nie widać w niej wyraźnego spadku po wprowadzeniu nowych technologii.

Dlaczego tak się stało? Bo większość wypadków łowieckich nie wynika z problemu widoczności. Ich przyczyną jest złamanie podstawowych zasad bezpieczeństwa, strzały oddawane w nieodpowiednim kierunku albo błędy organizacyjne podczas polowań zbiorowych. Termowizja i noktowizja nie są w stanie wyeliminować tych czynników.

Siedem lat po zmianie prawa można więc odnieść wrażenie, że prawdziwe skutki tej decyzji są inne niż pierwotnie zakładano. Termowizja stała się powszechnym narzędziem w łowiectwie. Powstał duży rynek sprzętu optoelektronicznego, a wielu myśliwych traktuje dziś takie urządzenia jako standardowe wyposażenie. Technologia zmieniła sposób prowadzenia nocnych zasiadek i obserwacji zwierzyny.

Ale jeżeli wrócimy do pierwotnego pytania – czy dzięki temu zatrzymaliśmy ASF albo znacząco poprawiliśmy bezpieczeństwo polowań – odpowiedź pozostaje co najmniej niejednoznaczna.

Dlatego dziś warto zadać pytanie, którego w 2019 roku prawie nikt nie stawiał. Skoro po siedmiu latach wirus ASF nadal krąży w środowisku, a statystyki wypadków nie pokazują wyraźnej poprawy, to czy rzeczywiście technologia była rozwiązaniem problemu? A może była jedynie szybkim, politycznie wygodnym narzędziem, które miało pokazać, że państwo reaguje?

A co się zmieniło?

Powstał podział pokoleniowy wśród myśliwych. Dawne tradycyjne łowiectwo odeszło do lamusa. W większości. Bo przecież nie da sie zmusić kogoś do używania elektroniki. Mam wrażenie, że nie przyniosło to łowiectwu korzyści a wręcz odwrotnie.

Bo jeśli po siedmiu latach główne cele tej zmiany nie zostały osiągnięte, to pytanie o sens jej wprowadzenia pozostaje wciąż otwarte.

Darek Topyła
Darek Topyłahttps://portalstrzelecki.pl
Redaktor naczelny Portalu Strzeleckiego. Pomysłodawca i założyciel serwisu internetowego portalstrzelecki.pl, strzelec sportowy, długodystansowy, myśliwy. Instruktor strzelectwa sportowego, sędzia PZSS. Sędzia i instruktor strzelectwa myśliwskiego. Autor rozwiązań informatycznych wykorzystywanych w strzelectwie. "Producent" kraftowej amunicji do karabinów ELR.

Przeczytaj także

Reklama