Nowa rzeczniczka Polskiego Związku Łowieckiego Pani dr inż. Joanna Krużel zrobiła rzecz elementarną i dokładnie taką, jakiej przez lata domagało się wielu ludzi ze środowiska – wyszła publicznie, przedstawiła się, powiedziała, czym będzie się zajmować i wzięła na siebie odpowiedzialność za komunikację. Krótki materiał, jasny sygnał: „jestem, będę mówić w imieniu Związku, nie chowam się”. W normalnym świecie byłby to po prostu profesjonalny start. Na profilu Rzecznika PZŁ na FB stał się pretekstem do pokazania, na jakim poziomie część osób potrafi prowadzić „dyskusję”.
Zamiast rozmowy o łowiectwie, relacjach z mediami, kryzysach wizerunkowych i tym, jak wreszcie uporządkować komunikację na zewnątrz, pod filmem pojawił się wysyp komentarzy, które z merytoryką nie miały nic wspólnego. Docinki o wyglądzie, tania szydera, personalne wycieczki i insynuacje o „stołkach” – to nie jest żadna odwaga ani „mówienie prawdy w oczy”. To jest poziom, który kompromituje wyłącznie autorów takich wpisów.
Rzecznik prasowy to nie jest funkcja reprezentacyjna do zbierania oklasków i przecinania wstęg. To jedna z najtrudniejszych ról w całej strukturze. To osoba, która wychodzi do mediów, gdy temat jest niewygodny, tłumaczy sprawy trudne i kontrowersyjne, bierze na siebie uderzenia za decyzje, których często sama nie podejmowała. To jest praca pod stałym ostrzałem – medialnym, społecznym i środowiskowym. I ktoś, kto na dzień dobry decyduje się stanąć twarzą do ludzi, zamiast chować się za bezosobowymi komunikatami, zasługuje przynajmniej na elementarny szacunek i pewnego rodzaju niezależność i zaufanie „góry”. Nawet jeśli później będzie twardo rozliczany z efektów.
Bo rozliczać trzeba. Krytykować – wolno. A nawet należy. Ale jest zasadnicza różnica między uwagą o doborze tematow, jakości materiałow przygotowanych na konferencję a komentowaniem czyjegoś wyglądu i robieniem personalnych wycieczek. Pierwsze buduje poziom rozmowy i daje realną informację zwrotną. Drugie pokazuje tylko, kto tak naprawdę ma problem – i żeby było jasme nie jest nim rzeczniczka.
To był pierwszy materiał, początek drogi. A część środowiska już zdążyła pokazać standard, który uznaje za właściwy. Tyle że wizerunek łowiectwa nie psuje się od jednego filmu. Psuje się od tego, jak sami reagujemy w przestrzeni publicznej. Ludzie z zewnątrz czytają te komentarze. Media je widzą. I na tej podstawie wyrabiają sobie opinię o całym środowisku, nie o jednej osobie przed kamerą.
Dziś to nie jest tylko test dla niej. To jest test dla nas. Czy potrafimy odróżnić merytoryczną ocenę od zwykłego internetowego buractwa. Czy potrafimy wymagać od kogoś profesjonalizmu, jednocześnie zachowując własną kulturę osobistą. Bo bardzo łatwo mówi się o tradycji, etyce i honorze, a znacznie trudniej pokazać je w komentarzu pod filmem.
Z naszej strony sprawa jest jasna. Będziemy wspierać każdą próbę profesjonalizacji komunikacji łowiectwa. Pani Joanna Krużel może liczyć na merytoryczną rozmowę, przestrzeń do wyjaśnień i poważne traktowanie tematów, które podejmuje. Twarde pytania – jak najbardziej. Rozliczanie z pracy – oczywiście. Ale poziom komentarzy, których nie da się nawet zacytować bez zażenowania, nie jest „szczerością środowiska”. Jest po prostu wstydem dla ich autorów.
Ktoś w tej dyskusji musi trzymać poziom. I dobrze, że więcej profesjonalizmu widać po stronie osoby, która dopiero zaczyna, niż w części głosów, które tak ochoczo postanowiły ją na dzień dobry „sprawdzić”.



