Nareszcie!!! Po 4 miesiącach pustyni strzeleckiej, mamy wysyp zawodów strzeleckich, które niemalże przypominają kumulację w totka.
Po LR Mykita mieliśmy chwilkę relaksu, a w ten weekend długo oczekiwana I runda Pucharu Polski Long Range Shooting. Jak pamiętacie przeniesiona z marca.

W tym roku formuła zawodów została rozszerzona o dodatkowe dystanse w poszczególnych grupach sprzętowych na dłuższe dystanse: 800 m semi-auto, 1000 m standard i open, 1200 m magnum, oraz konkurencję taktyczną semi auto tactical 100/200/300 m.
Standardowo strzelaliśmy – MAGNUM (600/800/1000m), – OPEN (300/600/800 m), – STANDARD (300/600/800 m), – KARABIN HISTORYCZNY WOJSKOWY (100/200/300 m) – SEMI-AUTO (300/500/600 m)
Spotkanie zaczęło się klasycznie treningiem strzeleckim w sobotę, było zorganizowane identycznie jak zawody następnego dnia. Był czas żeby przetrenować zmianę składów, organizację zawodów, no i oczywiście swoje nastawy celowników. Zawodnicy na treningu strzelali w identycznym reżimie czasowym jak na zawodach.

Dzień Pierwszy- Trening

Dzień powitał wszystkich deszczem, oraz zmiennym wiatrem 0,5-2 m/s z godziny 13:30.
Stachu (Storms) tradycyjnie na pace swojego pick-upa upichcił jajecznicę strzelecką okraszoną deszczem, wiec była taka jak pogoda- wilgotna.
Pierwsze zmiany strzelały w deszczu do godziny 11, potem aura okazała się łaskawa. Trening bez najmniejszych zakłóceń zakończył się ok godziny 17. 00.

Dzień drugi – Zawody.

Cały misterny plan poszedł w cholerę, pogoda tego dnia była zgoła identyczna, z małym szczegółem- wiatr wiał dokładnie odwrotnie i tym razem z godziny 9. Całość misternie przygotowanych nastawów na treningu przyda się, ale nie dziś😊 robota wiec od nowa, z lekkim nerwem. Dodatkową podnietą były zapowiedzi mega burz, które na szczęście nie nawiedziły Zielonki. Osobiście startowałem w klasie standard oraz Semi-auto. Z mojej perspektywy, pomimo deszczu i odwrotnego wiatru zawody zaczęły się bez przeszkód. Wszystkie zmiany na pierwszych dystansach strzelały w deszczu, a jedna była celowo opóźniana żeby szkwał deszczowy przeszedł. Dawało to wszystkim w miarę równe szanse. Po ustaniu deszczu było już dla niektórych z górki, a „szczęściarze”
mieli pod górkę. Znalazłem się w tej drugiej grupie. Po strzeleniu pierwszego dystansu 300 m w standardzie, w konkurencji semi-auto 300 m mój karabin przestał zbijać spłonki, nie oddałem żadnego strzału. Myśląc ze już jest pozamiatane, przypadkiem objawił się jak „słońce narodu” Wojtek Pierzyński (doświadczona, chodząca encyklopedia Dynamit), bez zastanowienia zabrał karabin do safety area i zaczął sprowadzać zamek i komorę. No i co? Uprzejmie przypomniał, że zamki w AR-ch należy czyścić od czasu do czasu. Mój był od nowości nietknięty (taki ładny, wiec po co dotykać?), a komora była zawalona gruzem mosiężnym z kryz łusek. Powodowało to brak ryglowania i tym samym dystans iglicy do spłonki. Po oczyszczeniu sprzęt teoretycznie był ready. No cóż sprzęt gotowy, trójbój położony. Czekam na dodatkowy dystans 800 m i semi-auto tactical.

Znając zasadę, że awaria broni czy amunicji jest indywidualną sprawą zawodnika a karawana jedzie dalej, byłem zdegustowany awarią. Jeden z sędziów powiedział (na osi semi auto, nie znam jego imienia ale bardzo mu dziękuję) , skoro masz już sprawny karabin a nie strzeliłeś ani razu w swojej zmianie, strzel ten dystans jeszcze raz.
Wówczas sprawdziłem, że organizacja zawodów jest perfekcyjna i posiada rezerwy do obsługi takich „pacjentów” jak ja. Tuzin tarczowych, sprawnie zwijał i zawieszał tarcze kolejnych zmian a w międzyczasie zawieszali dodatkowe dla takich jak ja.
Sędziowie perfekcyjnie lawirowali pomiędzy schematem który był założony i przerobiony poprzedniego dnia, dodatkowo obsługując i kierując nieprzewidzianymi sytuacjami, takimi jak moja.
Sędzia główny Adam Morawski, rozwiązywał sytuacje problematyczne starając pokazać, że się da, czyli odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku.
Na niejednych zawodach byłoby to niemożliwe.
Ale to te zawody i jest tu swojego rodzaju luz, zrozumienie, profesjonalizm i przygotowanie na każdą sytuację.
Organizator był przygotowany zarówno na duże opady deszczu, rozkładając błyskiem namioty, jak i na awarie sprzętowe zawodników, zapraszając na zawody jako support, rusznikarnie TOPGUN, z przesympatycznym Arkiem, który ratował nasze sprzęty. A i Mietek z RWS Cetus był również bardzo pomocny, za co mu dziękuje.
Całość koordynował przez radiowęzeł Rafał Klecki „Klocek”, czasami miałem wrażenie ze pomylił profesje. Równie dobrze mógłby zostać konferansjerem a momentami kabareciarzem, po prostu człowiek na właściwym radiowęźle.
Wyniki końcowe pokazały że niektóre nazwiska niezmiennie górują w stawce, ale były tez
przetasowania. Niektórzy niedoszacowali wiatru i 60% tarcz ze zmian np. na 800 m schodziła pusta.
Wnioski z tego startu dla zawodników, są następujące: serwisuj i utrzymuj sprzęt w sprawności non-stop, bo zawiedzie w najmniej oczekiwanym momencie, czyli na zawodach.
Staraj się wybierać jedna konkurencje na zawody, będziesz skupiony, przygotowany, nie będziesz biegał z wywieszonym językiem.
Rozmawiaj z ludźmi, ucz się od bardziej doświadczonych kolegów, oni zawsze pomogą.
Osobiście mały sukces zaliczyłem, osiągając 3 miejsce w semi-auto tactical, na niesprawnym karabinie gdzie obsada zawodników była najmniejsza.
Zasada nigdy się nie poddawaj jak najbardziej zadziałała w tym dniu.

WYNIKI I REZULTATY

Leave a Reply